Piękny tydzień ;)

Dawno nic nie napisałem ;) ale to głównie z racji braku czasu :) pewnie ktoś pomyśli że skoro szkoła się skończyła właściwie to na brak wolnego czasu nie powinienem narzekać :P ale wolny czas charakteryzuje się tym że szkoda go nie wykorzystać ;) w niedziele wolny czas wykorzystałem chyba do granic ;) zaczęło się od wypadu na Bagry ;) ponieważ pływać nie umiem to zabawy w wodzie mogłem raczej podziwiać niż w nich uczestniczyć ;) pozostało mi głównie opalanie się :) pogoda po małych nieporozumieniach zrozumiała chyba nasze intencje i zrobiła się “żyleta” ;) i chyba trochę przesadziłem z opalaniem :P zresztą nie ja jeden :D po powrocie z Bagrów wziąłem szybki prysznic i wybrałem się na spacer ;) i muszę dodać że na spacer wyrobiłem dzięki Tomkowi i Annie którzy to zabrali się ze mną trochę wcześniej ;) szczegółów spaceru zdradzać nie będę :) w każdym razie był długi i piękny ;) w poniedziałek głównym moim zajęciem było smarowanie się balsamem co trochę pomagało na poparzenia słoneczne :P we wtorek zajmowałem się prozaicznymi czynnościami czyli gotowaniem i sprzątaniem :) późnym popołudniem znów wybrałem się na spacerek ;) i znów było pięknie ;) a dziś miałem iść z klasą do kina :) więc wstałem o w miarę przyzwoitej godzinie i udałem się na miejsce zbiórki zastałem tam w sumie pięć osób nie licząc mnie ;) po krótkich negocjacjach z panią Sokół dostaliśmy pozwolenie na powrót do domów ;) i chyba byłoby to najlepsze rozwiązanie ;) ale oczywiście wpadliśmy a właściwie raFFcio wpadł na pomysł pójścia do kawiarenki internetowej na rundkę w Counter Strike :) pomysł nawet niezły ;) ale po zawiedzeniu połowy Nowej Huty w poszukiwaniu otwartej kawiarenki wiadome było jedynie to że można było iść spokojnie do domu bez poszukiwań ;) i w końcu rozeszliśmy się do domów po tej jakże bezowocnej wycieczce ;) a popołudniu znów wybrałem się na spacer ;) i tym razem było jeszcze piękniej ;) na zakończenie życzę wszystkim żeby mogli być tak samo szczęśliwi jak ja teraz ;) dziękuję Ci Aniu za to że jesteś :* bless ;)

Wakacyjny gryll ;)

Na wstępie muszę zaznaczyć że dla mojej osoby zaczęły się już wakacje :D w piątek zaliczyłem ostatecznie matematykę na upragnionego dopusta i nastąpił koniec edukacji ;) nie będę ukrywał że koniec edukacji bardzo bardzo bardzo i jeszcze po trzykroć bardzo mnie cieszy ;) nareszcie weekend będzie się kojarzył z tłumami ludzi na rynku a nie z nauką na poniedziałek ;) że nie wspomnę jakie to będzie miłe wstać sobie spokojnie rankiem o poranku w poniedziałek i pierwsza myśl nie będzie na temat szkoły ;) nom ale skoro już mamy wakacje to nie zamierzam kontynuować tematu szkoły w nieskończoność ;) bo jedyna pozytywna rzecz w tym liceum to moja klasa :) i właśnie z najlepiej wyselekcjonowanymi przedstawicielami mojej klasy wybraliśmy się wczoraj na całkiem prozaicznie brzmiącego grilla ;) ale dla ludzi którzy nie znają specyfiki naszej klasy muszę dodać że każda nawet najbardziej prozaiczna czynność w naszym oryginalnym wykonaniu nabiera nowego znaczenia ;) same przygotowania były dosyć intensywne :) pierwsze zaskoczenie nastąpiło jakieś dwadzieścia minut przed umówioną godziną spotkania ;) wtedy to dowiedziałem się że nie posiadamy węgla drzewnego który to jest całkowicie niezbędny do grillowania ;) więc trzeba było odwiedzić sklep :) wychodząc ze sklepu spotkałem Kostucha który już śmigał na rowerku w kierunku ustalonego miejsca spotkania :) Kostuch oczywiście zaczekał na moją osobę która to starała się zapakować dwa i pół kilo węgla do plecaka ;) i z lekkim opóźnieniem wyruszyliśmy na miejsce spotkania z resztą ekipy ;) aczkolwiek mimo około dziesięciu minut spóźnienia nikogo nie zastaliśmy :) chwilę później otrzymałem misję przywiezienia z domu odrobiny smaru co też niezwłocznie wykonałem ;) ostatecznie okazało się że Tomek miał pecha bo z dętki w jego dawno nie używanym rowerze uchodziło powietrze :) naprawa była całkiem szybka potem przez dłuższą chwilę starałem się zreanimować hamulce w jego rowerze i w zasadzie mogłem sobie oszczędzić bo i tak niewiele naprawiłem :) potem kiedy już każdy “dosiadł” swój lub też pożyczony rower wyruszyliśmy w kierunku działki Felipe ;) droga była całkiem przyjemna dopóki nie zaczęliśmy jechać “pod górkę” ;) wtedy to większość ekipy “wymiękła” :) zresztą nie chwaląc się ja też wymiękłem ;) ale prowadząc rowerek obok siebie doszliśmy ostatecznie na rzeczoną działkę ;) oczywiście podstawową rzeczą było zapoznanie się z charakterystyką grilla ;) wtedy to okazało się że jest to grill tylko dla profesjonalistów ;) ponieważ po pierwsze wbrew prawom fizyki stał jedynie na dwóch “nóżkach” ponieważ trzecia się urwała :) po drugie osłonka która spełnia też funkcję podtrzymywania kratki była tak zardzewiała że grubością przypominała kartkę papieru ;) a po trzecie kratka która to powinna być wykonana ze stali nierdzewnej również była całkowicie zardzewiała ;) ale to przecież żaden problem ;) jeszcze przed rozpaleniem grilla okazało się że dokonaliśmy błędnych obliczeń (po prostu jak mawia nasza nauczycielka od matematyki – zakręceni byliśmy ;) ) jeżeli chodzi o ilości produktów spożywczych :) więc Felipe razem z Tomkiem udali się na wycieczkę do sklepu :) w tym czasie zająłem się rozpalaniem grilla ;) chyba nikt nie zaprzeczy że rozpaliłem go w profesjonalny sposób :P potem gdy żar osiągnął odpowiednią temperaturę rozpoczęliśmy grillowanie kiełbasek :P mniej więcej gdy kiełbaski były już idealne z wyprawy po bułki i wodę powrócili Felipe z Tomkiem ;) rozpoczęliśmy beztroską konsumpcję ;) następnie trzeba było dorzucić trochę węgla i grillować dalej ;) ponieważ jednak przerwa między jedzeniem a ponownym grillowaniem była za długa trzeba było dokonać manewru taktycznego o nazwie “więcej ognia” :D innymi słowy wrzucić węgiel podlać obficie podpałką i poczekać aż podpałka w płynie pod wpływem temperatury żaru delikatnie mówiąc zapali się ;) i tak też się stało :P grill zbliżał się niestety do nieuniknionego końca :) więc posprzątaliśmy po sobie chwyciliśmy za rowery i wyruszyliśmy w drogę powrotną ;) oczywiście droga powrotna również obfitowała w przygody :P już po kilku minutach jazdy na rowerach okazało się że Anna ma pecha bo z tylnego koła jej roweru uciekło calutkie powietrze :) chwilę później Kostuchowi rozpadła się przerzutka :) więc razem z Kostuchem staraliśmy się przerzutkę reanimować :) po dłuższej chwili sztuka ta się udała :) reszta drogi powrotnej była już względnie spokojna ;) wypada teraz podziękować ludziom którzy grilla rozkminili czyli: Tomek (robił co mógł żeby było przyjemnie i udało mu sie ;) ) , Karol ( jak zwykle głównie narzekał :P ) i Felipe ( jakby nie było to na jego działce byliśmy ;) ) podsumowując grill był zajebisty ;) szkoda że nie powtórzymy tego w następną sobotę a przynajmniej ja nie powtórzę ;) będę już kończył ;) bless! ;)

Napisane w Życie. 1 komentarz »

Już tylko dwa dni…

Od dnia dzisiejszego do końca ostatniego “normalnego” tygodnia nauki jest już bliżej niż dalej ;) calutkie sześćdziesiąt procent tygodnia już za nami :) pozostaje tylko czterdzieści i będzie się już można rozkoszować całkowitym brakiem edukacji ;) wtorek minął w zasadzie bez większych przeszkód :) byłby to piękny i w pełni udany dzień gdyby pani Klec wpisała bez żadnych dodatkowych zaliczeń tą upragnioną trójkę :) aczkolwiek tak się nie stało i dostałem kolejne zaliczenie tym razem z mapy :) pociesza mnie fakt że nie będę zdawał sam ;) pozostałe wtorkowe lekcje przebiegły już spokojnie ;) no może poza pisaniem wypracowania na języku polskim które to nie miało żadnego wpływu na końcową ocenę więc było trochę bezsensowne ;) po powrocie do domu nareszcie odespałem naukę w weekend ;) dzisiaj nie miałem żadnych zaliczeń :) oczekiwałem z niecierpliwością lekcji chemii na której nareszcie usłyszałem że zaliczyłem wszystkie możliwe braki i to nawet ładnie i dostałem ocenę dopuszczającą ( może nie jest to szczyt marzeń ale ten dopust kosztował mnie trochę roboty i parę zarwanych nocy :) ) potem nadszedł czas na mój ulubiony przedmiot czyli WOS ;) w tym wypadku swojej oceny na koniec roku szkolnego byłem pewny ;) i moje oczekiwania zostały spełnione – w dzienniku pojawiła się ocena dobra ;) wracając do domu liczyłem na jakąś godzinkę albo nawet i dwie godzinki snu ;) ale całkowicie niespodziewanie spadł na mnie obowiązek stworzenia obiadu od podstaw :) i cóż obowiązki trzeba wypełniać ;) wizyta w sklepie potem jakaś godzina pracy i obiad gotowy :) potem spacerek z pieskiem ( to akurat bardzo przyjemny obowiązek ;) ) i z racji małego opóźnienia trzeba się było zabrać za naukę tej niewdzięcznej mapy :) potem jeszcze chwila refleksji nad zadaniem z matematyki i tym sposobem naukę właściwie zakończyłem ;) będzie dobrze mam taką nadzieję ;) życzę powodzenia wszystkim ludziom którzy jeszcze mają jakieś zaliczenia – DAMY RADE !!! :) dla wszystkich którzy odczuwają braki w energii życiowej polecam po raz kolejny zresztą posłuchać East West Rockers ;) bless! ;)

Krajobraz po weekendzie :)

Wydawałoby się że calutkie cztery dni wolnego od zajęć szkolnych w pełni wystarczy aby odpocząć :) nic bardziej błędnego ;) po czterech dniach nawet psychika jeszcze nie powraca do normy po trudach edukacji w naszej niby to szkole ;) ale czas bezwzględnie i nieubłaganie zapiernicza ;) więc dziś jako że nastał poniedziałek trzeba było z trudem i ogólnym niesmakiem ( nie tylko w ustach :P ) wstać rankiem o poranku i wziąć się znowu do nauki :) jak to już mam w zwyczaju najpierw udałem się na poprawę chemii ;) zadania na poprawie jak zwykle były co najmniej zaskakujące :P ale myślę że poradziłem sobie z nimi na pozytywną ocenę ;) potem nastąpiły już normalne lekcje :) na fizyce udało mi się odpowiedzieć z niczego w zasadzie i dostałem ocenę dostateczną na koniec roku ;) potem matematyka i bardzo krótka piłka na kartkówce ;) nie poszło mi zbyt dobrze chyba z racji przemęczenia materiału :) następnie dwie religie na których jak zawsze główne zajęcie większości klasy to granie w kółko i krzyżyk ;) na zakończenie drugiej godziny religii przeprowadziliśmy małą grę psychologiczno-społeczną ;) wyniki mnie osobiście nie zaskoczyły :P aczkolwiek były pewne osoby w naszej klasie które dowiedziały się o swoich atutach ;) a na zakończenie dnia nastąpiła jakże barwna przygoda z butem Karola :P może to nic ciekawego ale nie omieszkam skomentować i przybliżyć tą zaistniałą w naszej ’szatni’ sytuację ;) więc po przybyciu to tej tak zwanej ’szatni’ nastąpiły jak zawsze próby przeciśnięcia się w poszukiwaniu obuwia ;) gdy większość klasy już swoje obuwie odnalazła i w ’szatni’ zrobiło się mniej tłocznie Karol zakomunikował brak jednego buta ;) rozpoczęliśmy poszukiwania :) nie trwały one zbyt długo ponieważ nie chwaląc się wykazałem się znajomością żarcików slavkowskich z których to słynie nasza klasa i spojrzałem w górę gdzie ku mojemu ale nie tylko mojemu zdziwieniu zaobserwowałem swobodnie zwisającego buta Karola ;) podjąłem próbę rozwiązania węzła i tym samym uratowania buta :) pierwsza próba prowadzona z poziomu podłoża zakończyła się niepowodzeniem ( zabrakło tu wzrostu Dziobka ;) aczkolwiek nie poddałem się ;) korzystając z umiejętności alpinistycznych wspiąłem się po wątłej konstrukcji wieszaków i tym razem już w miarę dogodnych warunkach wygrałem walkę z bezsensownie zawiązanym węzłem :) pewnie ktoś widząc moją skromną osobę wspinającą się w ’szatni’ mógł uznać że nie czuje się zbyt dobrze na umyśle :P aczkolwiek z moją psychiką nie dzieje się nic nadzwyczajnego :D takie niecodzienne sytuacje to w naszej klasie jest chleb powszedni ;) tak myślę że to już by było wszystko co miałem dziś napisać ;) z góry dziękuje za komentarze które zapewne się pojawią ;) bless! ;)

Weekend dogorywa ;]

Weekend miał być piękny :) i faktycznie pogoda była piękna ;) plany na weekend były ambitne i chyba nawet zbyt ambitne :) w czwartek wypadało odpocząć od szkoły i tak też zrobiłem ;) bezwzględne zero nauki – dużo dobrej muzyki i granie w nogę wieczorem ;) więc plan na czwartek został w pełni zrealizowany :) piątek miał być wypełniony po brzegi atrakcjami ;) i w zasadzie jeszcze w czwartkowy wieczór wszystkie te plany wydawały się być całkiem realne :) rankiem o poranku zostałem bezwzględnie obudzony kilkoma esami z neta wysłanymi przez Tomka H. ;) nie będę ukrywał że taka wersja pobudki wzbudziła we mnie wiele negatywnych emocji :P po wypiciu kawy negatywne emocje osłabły ;) zostałem obudzony w celu natychmiastowego uruchomienia kompa i włączenia komunikatora ;) tak też zrobiłem :) i przez długi czas starałem się wraz z Tomkiem i Anną zorganizować wypad nad wodę :) ale z racji małego zainteresowania ze strony innych ludzi wypad się nie odbył :) kolejnym pomysłem na spędzenie kilku godzin na łonie natury był wypad na rowerach ;) ta propozycja wydawała się idealna w zaistniałej sytuacji :) aczkolwiek los znowu nie był do końca łaskawy :) na przeszkodzie w realizacji naszego wypadu stanęła Mama Tomka która delikatnie mówiąc nie wyraziła przychylnej opinii na temat tej formy spędzania wolnego czasu :) no cóż skoro teraz się nie udało to czemu nie spróbować jeszcze raz ;) i nie poddając się w wysiłkach staraliśmy się zorganizować wieczorny meczyk :) pomysł wydawał się całkiem prozaiczny bo przecież organizacja meczyków jest u nas sprawą tylko kilku krótkich rozmów na gadu :) i faktycznie wystarczyło kilka krótkich rozmów :) aczkolwiek ich treść była całkowicie niezadowalająca nasze oczekiwania :) swoją drogą ciekawe skąd Ci ludzie tak nagle mieli tyle planów na popołudnie i wieczór ? ( używanie pytań retorycznych ;) trening przed maturą pisemną :P ) i tym sposobem taki piękny piątek spędziliśmy głównie na planowaniu i rozczarowaniach :) biorąc z tego przykład sobotę wolałem przeznaczyć na bardziej realne działania :) jak na przykład nauka ;) rankiem odskocznią od nauki była wizyta Karola który to wpadł po lutownicę :D potem kolejna przerwa nastąpiła mniej więcej od godziny jedenastej trzydzieści aż do trzynastej trzydzieści kiedy to w prażącym słońcu na ekstremalnie nagrzanym boisku starałem się doskonalić swoje umiejętności bramkarskie ;) warunki były średnio przychylne do tego typu praktyk ( teraz jestem w stanie sobie wyobrazić jakby to było biegać po nagrzanej patelni :P ) ale wraz moim sparing-partnerem nie poddałem się ;) po powrocie z boiska zaliczyłem natychmiast prysznic i zasiadłem do nauki :) około godziny piętnastej uznałem że nauki na dzień dzisiejszy wystarczy ;) żeby tym razem nie robić sobie zbytnich nadziei zająłem się czynnościami które na mnie oczekiwały już jakiś dłuższy czas czyli sprzątanie w szafce – zszywanie paru ciuchów oraz najgorsze w zaistniałej temperaturze – prasowanie ;) kiedy wszystkie te czynności zakończyły się pełnym powodzeniem zrobiłem sobie kawę i zasiadłem przed kompem :) zapewne gdyby nie zaistniałe nieprzychylne okoliczności to zamiast siedzieć przy kompie – spacerowałbym ale niestety zostałem pozbawiony mojego najwierniejszego towarzysza w trakcie spacerów czyli innymi słowy reszta rodzinki wybrała się na grylla i zabrała ze sobą psa :) i tym sposobem ( ponieważ samotnych spacerów nie lubię :) ) zostałem zmuszony do siedzenia w domu :) pewnie wszystko to co napisałem zabrzmiało niezbyt optymistycznie i możliwe że ktoś pomyśli że przez te wszystkie niepowodzenia z planami mam gorszy humor ale tak nie jest ;) od jakiegoś czasu z bliżej nieokreślonej przyczyny mam mnóstwo pozytywnej energii ;) dobry humor mnie nie opuszcza :D i mam nadzieję że taki stan utrzyma się jeszcze bardzo długo ;) a jakby ktoś chciał posłuchać trochę dobrej muzyki to polecam twórczość zespołu Good Charlotte ;) no myślę że napisałem już dość dużo ;) bless! ;)

Wolne :D

Po kolejnym ciężkim tygodniu nadszedł ten upragniony czas odpoczynku ;) w tym tygodniu miała się ostatecznie zakończyć sprawa z zagrożeniami z języka niemieckiego i chemii :) cóż los chciał że rozstrzygnęła się sprawa tylko tego pierwszego zagrożenia ;) dodam że jak najbardziej pozytywnie ;) a z chemii mam jeszcze jedno już z pewnością ostatnie zaliczenie w przyszły poniedziałek :) dodając do tego sprawdzian czy też kartkówkę z ‘krótką piłką’ z matematyki ;) mam już klarowny obraz zajęć na tak zwany długi weekend :) w planach na ten weekend miałem wyjechać z Krakowa po raz pierwszy od bardzo dawna ale niestety jeszcze nie tym razem :) a co do minionego tygodnia to można powiedzieć że zaczął się dobrze :) a skończył wręcz bardzo dobrze :) żadnej negatywnej oceny ;) szkoda że takie pozytywne tygodnie zdarzają się teraz tuż przed klasyfikacją ;) jak to zazwyczaj bywa popołudniu w ostatni dzień szkoły przed weekendem graliśmy z kumplami w tak zwaną ‘nogę’ ;) najpierw krótka rozgrywka w ‘dupy’ a potem już meczyk dwóch na dwóch plus ( neutralny :P ) bramkarz :) w zasadzie nasza gra przebiegła standardowo to znaczy – mi ‘zabiły dzwony’ po uderzeniu Kostucha :D a Kostuch po raz kolejny oberwał piłką prosto w twarz :D i zasadzie na tym skończyły się atrakcje dnia dzisiejszego ;) życzę miłego weekendu ;) bless ya! ;)

Koncert East West Rockers !!!

Wszystko zaczęło się w sobotę rankiem o poranku ;) pierwsza moja myśl zaraz po obudzeniu sie – “koncert będzie zajebisty żeby tylko nie padało” :) no ale padać zaczęło i to nawet całkiem intensywnie :) oczywiście deszcz nie mógł nas powstrzymać ;) konferencja na gadu i burza mózgów – wniosek – trzeba trochę opóźnić wypad – może przestanie choć po części padać :) gdzieś w okolicach godziny piętnastej opady deszczu znacznie zmniejszyły intensywność a nawet ustąpiły ;) więc zapakowaliśmy się w tramwaj i wyruszyliśmy wreszcie po pozytywną energię ;) najpierw wypadało znaleźć scenę i zobaczyć czy dużo ludzi już oczekuje na koncert ;) ku naszemu zdziwieniu i radości ludzi przed sceną nie było :) z racji że mieliśmy jeszcze mnóstwo czasu to błąkaliśmy się przez pewien dłuższy czas ;) gdzieś około osiemnastej zajęliśmy miejsca pod barierkami w pierwszym i ostatnim rzędzie :D zaczęła się właśnie rozkładać na scenie grupa “Kaszmir” czy też “Cashmire” nie wiem do końca która forma poprawna ale w zasadzie nie bardzo chce wiedzieć ;) muzyka jaką zaprezentowali to tak zwany “lala metal” pierwszy raz się spotkałem z tym podgatunkiem i mam nadzieję że i ostatni ;) zagrali w sumie kilka piosenek – tytułów nie znam bo wokalistka niby mówiła ale trochę jakby nie wyraźnie ;) podobno każda piosenka była inna choć według mnie wszystkie brzmiały tak samo ;) i przy tej trochę męczącej swą monotonicznością muzyce wyczekiwaliśmy godziny dziewiętnastej trzydzieści kiedy to miał się rozpocząć koncert East West Rockers ;) parę chwil po dziewiętnastej na horyzoncie z tyłu sceny pojawili się wielce wyczekiwani Grizzlee, Ras Luta i Cheeba ;) gdy wytęp “lala metalowego” zespołu Kaszmir dobiegł upragnionego końca na scenie zaczęli się rozkładać EWR ;) po chwili przynoszenia sprzętu na scenę wskoczył Cheeba i zaczął nawijać ;) może chwilami jego teksty nie miały sensu ale i tak miażdżył :D i wreszcie na scenę weszli Ras Luta i Grizzlee i koncert się zaczął ;) pierwszy kawałek jaki zagrali to Bless Ya! ;) atmosfera była jakaś taka drętwa :) ludzie w przeciwieństwie do naszej “zwariowanej grupy” nie próbowali nawet jakiś bardziej żywiołowych zachowań :D ale my w niedługim czasie ‘odpłynęliśmy’ w rytmach reggae i dancehall ;) nawet deszcz który zaczął padać nie przeszkadzał nam w zabawie ;) Karol uznał że musi sobie zatańczyć na barierce :D przy małej pomocy fizycznej z mojej i Kostucha strony Karol zatańczył na barierce ;) pod koniec koncertu nasza grupa została wyróżniona przez samego Cheebe ochrzcił nas ‘zwariowaną grupą’ :D koncert niestety skończył się chociaż głównie dzięki ‘darciu ryja’ nie skończył się tak szybko jak miało to być w planach ;) zdecydowanie to był najlepszy koncert w moim jakże młodym życiu ;) ale koniec koncertu to nie koniec naszego wypadu ;) udaliśmy się w celu konsumpcji pizzy do Pizza Hut ale niestety miejsca już w środku nie było :) więc poszliśmy do Galerii Krakowskiej zjeść już cokolwiek ;) niestety punkty gastronomiczne też były już zamknięte :) i znowu wróciliśmy w okolice rynku i ostatecznie wbiliśmy się do Pizza Dominium :) pizza była pierwszej klasy ;) ale rachunek nas trochę zmartwił ;) nie będę nawet starał się streścić jak to nasza grupa starała się zapłacić ten rachunek tak aby każdy zapłacił po równo i wszyscy byli zadowoleni ;) jedno jest pewne – to był najdroższy sok jabłkowy w moim życiu :) po konsumpcji udaliśmy się w poszukiwaniu środka transportu w stronę domu :) po dłuższych poszukiwaniach znaleźliśmy autobus nocny który pasował wszystkim obecnym ale musielibyśmy na niego czekać około godziny ;) po chwili ogólnej konsternacji i podaniu propozycji przez Ankę o wbiciu się do Moniki bo ma tak zwaną ‘wolną chatę’ cel był już jasny ;) po niezbyt miłej rozmowie telefonicznej z matką uzyskałem zgodę na powrót rankiem ;) i tym sposobem wylądowaliśmy u Moniki – popijając mołdawskie wino cerkiewne :D i oglądając ‘Hannibala’ doczekaliśmy wczesnych godzin porannych ;) chyba każdy zaliczył ‘zgona’ ;) ja nie chwaląc się trzymałem się najdłużej ;) rankiem o poranku cała nasza ‘zwariowana ekipa’ udała się na przystanek i zapakowała się w autobus i powróciła do domu na rozmowę z rodzicami – miłą lub mniej miłą ;) i tak skończył się nasz wypad na koncert East West Rockers ;) na koniec uwiecznię jeszcze skład naszej ekipy ;) więc ekipa składała się z: Ani (ksywa Anna ;) ), Drevniaka ( czyli notabene mnie ;) ), Kostucha ( czyli innymi słowy Piotrka ;) ), Karola ( zwanego też Kendziurem ;) ), Tomka ( inaczej Qrczaq ;) ) oraz Filipa ( czy też Phelipe [czytaj Felipe] ;) ) :D DLA WSZYSTKICH WAS BLESS YA !!! ;) MY MÓWIMY ‘JEDNA!’ WY MÓWICIE ‘MIŁOŚĆ!’ – JEDNA! … ;)

Nareszcie piątek ;)

Jeden z najtrudniejszych (przynajmniej dla mnie :) ) tygodni dobiegł właśnie upragnionego końca ;) można już w spokoju ducha delektować się wolnym popołudniem oraz rozkoszować się całkowicie pozbawionym jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego piątkowym wieczorem ;) w tym tygodniu mogła się ostatecznie rozstrzygnąć kwestia mojego ewentualnego nie uzyskania promocji do klasy trzeciej :) mogła ale dzięki Bogu się nie rozstrzygnęła ;) w zasadzie oznacza to tyle że mam jeszcze szanse na ‘zdanie’ klasy oczywiście jeżeli zaliczę kilka sprawdzianów :) czyli czeka mnie jeszcze dużo nauki i kilka ‘zarwanych’ nocy i będzie dobrze ;) dzisiaj jest Dzień Dziecka więc wypada życzyć dużo szczęścia i beztroskiej zabawy wszystkim dzieciom ;) ja na takową beztroską zabawę liczę jutro wieczorem ;) bo właśnie w ten mam nadzieje pogodny sobotni i do tego już czerwcowy wieczór w okolicach Wawelu rozpocznie się koncert East West Rockers :D ja razem z moimi kumplami mam w planach znajdować się jak najbliżej sceny więc dla nas wyprawa zaczyna się już wczesnym popołudniem ;) koncerty East West Rockers są najprawdopodobniej zawsze zajebiste :D więc nie ma się czym martwić ten też taki będzie ;) zapewne są na tym świecie ludzie którzy EWR nie znają ( oczywiście szanujemy ich :P ) więc zapodam link do ich pierwszego profesjonalnego teledysku ;) oto i link – http://www.youtube.com/watch?v=x4×1DTs0ono :) biorąc pod uwagę że koncert odbędzie się na otwartym terenie “pod gołym niebem” to pogoda jest dosyć istotna :) aczkolwiek dla mnie to może jutro padać deszcz jak również może sypnąć śniegiem ale pogoda nie musi się na tym ograniczać bo może równie dobrze spaść grad, może przejść tornado i nawet delikatna powódź wraz z tsunami i trzęsieniem ziemi ;) a ja i tak ‘zapuszczę korzenie’ pod sceną w oczekiwaniu na wielką dawkę pozytywnej energii płynącej z muzyki EWR ;) i liczę na to że nie tylko ja będę tam stał ;) myślę że starczy już tego pisania ;) życzę weekendu po brzegi przepełnionego pozytywną muzyką i dużo odpoczynku przynajmniej tego intelektualnego ;) BLESS YA !!! :D