Na wstępie muszę zaznaczyć że dla mojej osoby zaczęły się już wakacje
w piątek zaliczyłem ostatecznie matematykę na upragnionego dopusta i nastąpił koniec edukacji
nie będę ukrywał że koniec edukacji bardzo bardzo bardzo i jeszcze po trzykroć bardzo mnie cieszy
nareszcie weekend będzie się kojarzył z tłumami ludzi na rynku a nie z nauką na poniedziałek
że nie wspomnę jakie to będzie miłe wstać sobie spokojnie rankiem o poranku w poniedziałek i pierwsza myśl nie będzie na temat szkoły
nom ale skoro już mamy wakacje to nie zamierzam kontynuować tematu szkoły w nieskończoność
bo jedyna pozytywna rzecz w tym liceum to moja klasa
i właśnie z najlepiej wyselekcjonowanymi przedstawicielami mojej klasy wybraliśmy się wczoraj na całkiem prozaicznie brzmiącego grilla
ale dla ludzi którzy nie znają specyfiki naszej klasy muszę dodać że każda nawet najbardziej prozaiczna czynność w naszym oryginalnym wykonaniu nabiera nowego znaczenia
same przygotowania były dosyć intensywne
pierwsze zaskoczenie nastąpiło jakieś dwadzieścia minut przed umówioną godziną spotkania
wtedy to dowiedziałem się że nie posiadamy węgla drzewnego który to jest całkowicie niezbędny do grillowania
więc trzeba było odwiedzić sklep
wychodząc ze sklepu spotkałem Kostucha który już śmigał na rowerku w kierunku ustalonego miejsca spotkania
Kostuch oczywiście zaczekał na moją osobę która to starała się zapakować dwa i pół kilo węgla do plecaka
i z lekkim opóźnieniem wyruszyliśmy na miejsce spotkania z resztą ekipy
aczkolwiek mimo około dziesięciu minut spóźnienia nikogo nie zastaliśmy
chwilę później otrzymałem misję przywiezienia z domu odrobiny smaru co też niezwłocznie wykonałem
ostatecznie okazało się że Tomek miał pecha bo z dętki w jego dawno nie używanym rowerze uchodziło powietrze
naprawa była całkiem szybka potem przez dłuższą chwilę starałem się zreanimować hamulce w jego rowerze i w zasadzie mogłem sobie oszczędzić bo i tak niewiele naprawiłem
potem kiedy już każdy “dosiadł” swój lub też pożyczony rower wyruszyliśmy w kierunku działki Felipe
droga była całkiem przyjemna dopóki nie zaczęliśmy jechać “pod górkę”
wtedy to większość ekipy “wymiękła”
zresztą nie chwaląc się ja też wymiękłem
ale prowadząc rowerek obok siebie doszliśmy ostatecznie na rzeczoną działkę
oczywiście podstawową rzeczą było zapoznanie się z charakterystyką grilla
wtedy to okazało się że jest to grill tylko dla profesjonalistów
ponieważ po pierwsze wbrew prawom fizyki stał jedynie na dwóch “nóżkach” ponieważ trzecia się urwała
po drugie osłonka która spełnia też funkcję podtrzymywania kratki była tak zardzewiała że grubością przypominała kartkę papieru
a po trzecie kratka która to powinna być wykonana ze stali nierdzewnej również była całkowicie zardzewiała
ale to przecież żaden problem
jeszcze przed rozpaleniem grilla okazało się że dokonaliśmy błędnych obliczeń (po prostu jak mawia nasza nauczycielka od matematyki – zakręceni byliśmy
) jeżeli chodzi o ilości produktów spożywczych
więc Felipe razem z Tomkiem udali się na wycieczkę do sklepu
w tym czasie zająłem się rozpalaniem grilla
chyba nikt nie zaprzeczy że rozpaliłem go w profesjonalny sposób
potem gdy żar osiągnął odpowiednią temperaturę rozpoczęliśmy grillowanie kiełbasek
mniej więcej gdy kiełbaski były już idealne z wyprawy po bułki i wodę powrócili Felipe z Tomkiem
rozpoczęliśmy beztroską konsumpcję
następnie trzeba było dorzucić trochę węgla i grillować dalej
ponieważ jednak przerwa między jedzeniem a ponownym grillowaniem była za długa trzeba było dokonać manewru taktycznego o nazwie “więcej ognia”
innymi słowy wrzucić węgiel podlać obficie podpałką i poczekać aż podpałka w płynie pod wpływem temperatury żaru delikatnie mówiąc zapali się
i tak też się stało
grill zbliżał się niestety do nieuniknionego końca
więc posprzątaliśmy po sobie chwyciliśmy za rowery i wyruszyliśmy w drogę powrotną
oczywiście droga powrotna również obfitowała w przygody
już po kilku minutach jazdy na rowerach okazało się że Anna ma pecha bo z tylnego koła jej roweru uciekło calutkie powietrze
chwilę później Kostuchowi rozpadła się przerzutka
więc razem z Kostuchem staraliśmy się przerzutkę reanimować
po dłuższej chwili sztuka ta się udała
reszta drogi powrotnej była już względnie spokojna
wypada teraz podziękować ludziom którzy grilla rozkminili czyli: Tomek (robił co mógł żeby było przyjemnie i udało mu sie
) , Karol ( jak zwykle głównie narzekał
) i Felipe ( jakby nie było to na jego działce byliśmy
) podsumowując grill był zajebisty
szkoda że nie powtórzymy tego w następną sobotę a przynajmniej ja nie powtórzę
będę już kończył
bless!