Wakacyjny gryll ;)

Na wstępie muszę zaznaczyć że dla mojej osoby zaczęły się już wakacje :D w piątek zaliczyłem ostatecznie matematykę na upragnionego dopusta i nastąpił koniec edukacji ;) nie będę ukrywał że koniec edukacji bardzo bardzo bardzo i jeszcze po trzykroć bardzo mnie cieszy ;) nareszcie weekend będzie się kojarzył z tłumami ludzi na rynku a nie z nauką na poniedziałek ;) że nie wspomnę jakie to będzie miłe wstać sobie spokojnie rankiem o poranku w poniedziałek i pierwsza myśl nie będzie na temat szkoły ;) nom ale skoro już mamy wakacje to nie zamierzam kontynuować tematu szkoły w nieskończoność ;) bo jedyna pozytywna rzecz w tym liceum to moja klasa :) i właśnie z najlepiej wyselekcjonowanymi przedstawicielami mojej klasy wybraliśmy się wczoraj na całkiem prozaicznie brzmiącego grilla ;) ale dla ludzi którzy nie znają specyfiki naszej klasy muszę dodać że każda nawet najbardziej prozaiczna czynność w naszym oryginalnym wykonaniu nabiera nowego znaczenia ;) same przygotowania były dosyć intensywne :) pierwsze zaskoczenie nastąpiło jakieś dwadzieścia minut przed umówioną godziną spotkania ;) wtedy to dowiedziałem się że nie posiadamy węgla drzewnego który to jest całkowicie niezbędny do grillowania ;) więc trzeba było odwiedzić sklep :) wychodząc ze sklepu spotkałem Kostucha który już śmigał na rowerku w kierunku ustalonego miejsca spotkania :) Kostuch oczywiście zaczekał na moją osobę która to starała się zapakować dwa i pół kilo węgla do plecaka ;) i z lekkim opóźnieniem wyruszyliśmy na miejsce spotkania z resztą ekipy ;) aczkolwiek mimo około dziesięciu minut spóźnienia nikogo nie zastaliśmy :) chwilę później otrzymałem misję przywiezienia z domu odrobiny smaru co też niezwłocznie wykonałem ;) ostatecznie okazało się że Tomek miał pecha bo z dętki w jego dawno nie używanym rowerze uchodziło powietrze :) naprawa była całkiem szybka potem przez dłuższą chwilę starałem się zreanimować hamulce w jego rowerze i w zasadzie mogłem sobie oszczędzić bo i tak niewiele naprawiłem :) potem kiedy już każdy “dosiadł” swój lub też pożyczony rower wyruszyliśmy w kierunku działki Felipe ;) droga była całkiem przyjemna dopóki nie zaczęliśmy jechać “pod górkę” ;) wtedy to większość ekipy “wymiękła” :) zresztą nie chwaląc się ja też wymiękłem ;) ale prowadząc rowerek obok siebie doszliśmy ostatecznie na rzeczoną działkę ;) oczywiście podstawową rzeczą było zapoznanie się z charakterystyką grilla ;) wtedy to okazało się że jest to grill tylko dla profesjonalistów ;) ponieważ po pierwsze wbrew prawom fizyki stał jedynie na dwóch “nóżkach” ponieważ trzecia się urwała :) po drugie osłonka która spełnia też funkcję podtrzymywania kratki była tak zardzewiała że grubością przypominała kartkę papieru ;) a po trzecie kratka która to powinna być wykonana ze stali nierdzewnej również była całkowicie zardzewiała ;) ale to przecież żaden problem ;) jeszcze przed rozpaleniem grilla okazało się że dokonaliśmy błędnych obliczeń (po prostu jak mawia nasza nauczycielka od matematyki – zakręceni byliśmy ;) ) jeżeli chodzi o ilości produktów spożywczych :) więc Felipe razem z Tomkiem udali się na wycieczkę do sklepu :) w tym czasie zająłem się rozpalaniem grilla ;) chyba nikt nie zaprzeczy że rozpaliłem go w profesjonalny sposób :P potem gdy żar osiągnął odpowiednią temperaturę rozpoczęliśmy grillowanie kiełbasek :P mniej więcej gdy kiełbaski były już idealne z wyprawy po bułki i wodę powrócili Felipe z Tomkiem ;) rozpoczęliśmy beztroską konsumpcję ;) następnie trzeba było dorzucić trochę węgla i grillować dalej ;) ponieważ jednak przerwa między jedzeniem a ponownym grillowaniem była za długa trzeba było dokonać manewru taktycznego o nazwie “więcej ognia” :D innymi słowy wrzucić węgiel podlać obficie podpałką i poczekać aż podpałka w płynie pod wpływem temperatury żaru delikatnie mówiąc zapali się ;) i tak też się stało :P grill zbliżał się niestety do nieuniknionego końca :) więc posprzątaliśmy po sobie chwyciliśmy za rowery i wyruszyliśmy w drogę powrotną ;) oczywiście droga powrotna również obfitowała w przygody :P już po kilku minutach jazdy na rowerach okazało się że Anna ma pecha bo z tylnego koła jej roweru uciekło calutkie powietrze :) chwilę później Kostuchowi rozpadła się przerzutka :) więc razem z Kostuchem staraliśmy się przerzutkę reanimować :) po dłuższej chwili sztuka ta się udała :) reszta drogi powrotnej była już względnie spokojna ;) wypada teraz podziękować ludziom którzy grilla rozkminili czyli: Tomek (robił co mógł żeby było przyjemnie i udało mu sie ;) ) , Karol ( jak zwykle głównie narzekał :P ) i Felipe ( jakby nie było to na jego działce byliśmy ;) ) podsumowując grill był zajebisty ;) szkoda że nie powtórzymy tego w następną sobotę a przynajmniej ja nie powtórzę ;) będę już kończył ;) bless! ;)

Napisane w Życie. 1 komentarz »