Od powrotu z Londynu nie minęło zbyt wiele czasu
ale wydarzyło się w tym czasie mnóstwo różnych ciekawych jak i mniej ciekawych rzeczy
tych mniej ciekawych momentów opisywać nie będę bo szkoda sobie psuć humor
ale nie było ich zbyt wiele
za to dobrych chwil było mnóstwo
teraz streszczę dwa bardzo spontaniczne wypady z kumplami
otóż w sobotę nie miałem jakiś bardziej konkretnych planów na wyjście z chaty
rankiem o poranku poszedłem z młodym ‘poskillować na bramie’ czyli udoskonalać swoje umiejętności bramkarskie
swoją drogą granie w ‘noge’ jest dobrym sposobem na polepszenie humoru – parę wykopów, kilka mocnych strzałów i oczywiście spora ilość “bramkarskich parad” i zły humor znika
powróciłem do domku, wziąłem szybki prysznic i dokładnie o godzinie trzynastej czterdzieści dwie napisał do mnie Tomek aby rozkminić cytuję: “jakiegoś grylla”
na początku zabrzmiało to trochę jak żart
ale po kilku linijkach rozmowy okazało się że to całkiem seryjny pomysł jest
problem polegał tylko na braku miejsca na organizacje grylla
ale około godziny piętnastej wszystko było już dogadane ( no może nie wszystko
) i mogliśmy sie zbierać
okazało się że wystąpił mały błąd w obliczeniach i ilość porcji kiełbasek nie zgadzała się z ilością ludzi którzy tłumnie przybyli
trzeba było więc udać się do sklepu który jak się okazało znajdował się w dużej odległości od rzeczonej działki na której gryll się miał odbyć
ale szybkim krokiem pomiędzy “krzesławickimi szelestami” dotarliśmy do sklepu i zakupiliśmy parę dobrych rzeczy
i po tych dłuższych perypetiach udało się nam przybyć na działeczkę
już w niedługim odstępie czasu grill zapłonął – browarki sie otworzyły – a kiełbaski zassssyszczały
ekipa gryllowa była dokładnie taka sama jak ostatnio
atmosfera była jak zwykle zajebista
i niech żałują Ci których z nami nie było
powrót z grylla był już odrobinę mniej przyjemny szczególnie gdy dotarliśmy już do Huty
zorganizowane grupki kompletnych pojebów w szeleszczących ubrankach skutecznie psują nastrój
ale wszyscy dotarli do miejsc zamieszkania w jednym kawałku
i tu mógłby nastąpić koniec opowieści
ale nie nastąpi bo zupełnie nie spodziewanie to nie koniec atrakcji w ten weekend
wstając rankiem w południe pomyślałem sobie że przy takiej pięknej pogodzie szkoda byłoby przepierniczyć całą niedziele
ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały że właśnie tak będzie…
no cóż wierny komputerek stoi na biureczku obok monitorka stoi kawka a przed monitorkiem siedzi Drevniaczek – ileż to razy tak właśnie spędza się wolny czas
ale tym razem coś a właściwie ktoś wyrwał mnie z tej monotonii
o godzinie dwudziestej czterdzieści dziewięć zadzwonił Tomasz
przybliżony przebieg rozmowy:
Tomasz – Cześć Drevno wbijaj na impreze
Drevienko – yyy… że co ?
Tomasz – impreza jest!!! będziemy pić!!!
Drevienko – gdzie ?
Tomasz – u Felipe
Drevienko – no ok to tylko zapytam rodziców
Tak i tym oto sposobem po krótkiej rozmowie z rodzicami i uzyskaniu zgody na imprezowanie udałem się bezzwłocznie na miejsce imprezy do lokalu libacyjnego
już chwilę po dotarciu na miejsce znów byłem w drodze
tym razem z bardzo konkretnym celem jakim był sklep monopolowy
i tam właśnie dla zabawy alkohol zakupił najbardziej nieletni z obecnych
swoją drogą Felipe to ma farta
gdy już powróciliśmy na miejsce libacji i zaczekaliśmy chwilkę na Tomasza i Karola – impreza się rozpoczęła
najpierw wszyscy sięgnęli po browarek
i tym sposobem sącząc ten złocisty napój i prowadząc intensywną konwersację zaczynaliśmy nabierać ‘procentów’
ale gdy można już było organoleptycznie dojrzeć dno butelki po browarku wypadało rozpocząć konsumpcję ‘mocniejszych trunków’ w tym wypadku była to dobrze schłodzona Finlandia o lekkim posmaku limonki
na ryjku Drevniaczka ( czyli notabene mnie
) pojawił się uśmiech gdy drevniane oczka ujrzały kielonki ‘pięćdziesiątki’
ten widok zapowiadał jedynie że będzie wielkie prawdopodobieństwo że ktoś z naszego grona przysłowiowo “zajebie sie w trzy dupy”
ale na szczęście nie było tak źle
po drugiej kolejce delikatnie popłynął nam Felipe
jednak głowa do picia przychodzi z wiekiem i doświadczeniem
w pewnym momencie uznałem że trzeba będzie wkroczyć do akcji i wytrzeźwić Felipe zanim słoneczko wzejdzie na horyzoncie i rodzice powrócą do domu
stary – sprawdzony sposób na wytrzeźwienie – udawać mocno zapitego bo tylko wtedy drugi mocno zapity będzie Cię słuchał
ajj i troszeczkę musiałem się pomęczyć zanim Felipe trochę otrzeźwiał
aczkolwiek mimo swojego stanu Felipe zrozumiał jakimś cudem że ja jednak nie jestem pijany i że tylko udaje co trochę utrudniło zadanie
ale ostatecznie rankiem o poranku Felipe był w przyzwoitej formie
zresztą reszta ekipy też była już trzeźwa
a skład naszej imprezowej ‘paczki’ wyglądał tak: Anna, Tomasz, Karol, Felipe i Drevniaczek
niech żałują Ci których zabrakło
no to byłoby na tyle pisania
trzymajcie sie ludziska
bless!