Wakacje part: ONE – “Spontaniczne wypady są zajebiste” ;)

Od powrotu z Londynu nie minęło zbyt wiele czasu :) ale wydarzyło się w tym czasie mnóstwo różnych ciekawych jak i mniej ciekawych rzeczy :) tych mniej ciekawych momentów opisywać nie będę bo szkoda sobie psuć humor ;) ale nie było ich zbyt wiele :) za to dobrych chwil było mnóstwo :) teraz streszczę dwa bardzo spontaniczne wypady z kumplami :D otóż w sobotę nie miałem jakiś bardziej konkretnych planów na wyjście z chaty :) rankiem o poranku poszedłem z młodym ‘poskillować na bramie’ czyli udoskonalać swoje umiejętności bramkarskie ;) swoją drogą granie w ‘noge’ jest dobrym sposobem na polepszenie humoru – parę wykopów, kilka mocnych strzałów i oczywiście spora ilość “bramkarskich parad” i zły humor znika ;) powróciłem do domku, wziąłem szybki prysznic i dokładnie o godzinie trzynastej czterdzieści dwie napisał do mnie Tomek aby rozkminić cytuję: “jakiegoś grylla” ;) na początku zabrzmiało to trochę jak żart :) ale po kilku linijkach rozmowy okazało się że to całkiem seryjny pomysł jest :) problem polegał tylko na braku miejsca na organizacje grylla :) ale około godziny piętnastej wszystko było już dogadane ( no może nie wszystko :P ) i mogliśmy sie zbierać ;) okazało się że wystąpił mały błąd w obliczeniach i ilość porcji kiełbasek nie zgadzała się z ilością ludzi którzy tłumnie przybyli ;) trzeba było więc udać się do sklepu który jak się okazało znajdował się w dużej odległości od rzeczonej działki na której gryll się miał odbyć ;) ale szybkim krokiem pomiędzy “krzesławickimi szelestami” dotarliśmy do sklepu i zakupiliśmy parę dobrych rzeczy ;) i po tych dłuższych perypetiach udało się nam przybyć na działeczkę :) już w niedługim odstępie czasu grill zapłonął – browarki sie otworzyły – a kiełbaski zassssyszczały ;) ekipa gryllowa była dokładnie taka sama jak ostatnio ;) atmosfera była jak zwykle zajebista ;) i niech żałują Ci których z nami nie było :) powrót z grylla był już odrobinę mniej przyjemny szczególnie gdy dotarliśmy już do Huty :) zorganizowane grupki kompletnych pojebów w szeleszczących ubrankach skutecznie psują nastrój :) ale wszyscy dotarli do miejsc zamieszkania w jednym kawałku ;) i tu mógłby nastąpić koniec opowieści :) ale nie nastąpi bo zupełnie nie spodziewanie to nie koniec atrakcji w ten weekend :D wstając rankiem w południe pomyślałem sobie że przy takiej pięknej pogodzie szkoda byłoby przepierniczyć całą niedziele :) ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały że właśnie tak będzie… :) no cóż wierny komputerek stoi na biureczku obok monitorka stoi kawka a przed monitorkiem siedzi Drevniaczek – ileż to razy tak właśnie spędza się wolny czas ;) ale tym razem coś a właściwie ktoś wyrwał mnie z tej monotonii ;) o godzinie dwudziestej czterdzieści dziewięć zadzwonił Tomasz :) przybliżony przebieg rozmowy:

Tomasz – Cześć Drevno wbijaj na impreze

Drevienko – yyy… że co ?

Tomasz – impreza jest!!! będziemy pić!!!

Drevienko – gdzie ? :P

Tomasz – u Felipe

Drevienko – no ok to tylko zapytam rodziców ;)

Tak i tym oto sposobem po krótkiej rozmowie z rodzicami i uzyskaniu zgody na imprezowanie udałem się bezzwłocznie na miejsce imprezy do lokalu libacyjnego ;) już chwilę po dotarciu na miejsce znów byłem w drodze ;) tym razem z bardzo konkretnym celem jakim był sklep monopolowy :P i tam właśnie dla zabawy alkohol zakupił najbardziej nieletni z obecnych ;) swoją drogą Felipe to ma farta :D gdy już powróciliśmy na miejsce libacji i zaczekaliśmy chwilkę na Tomasza i Karola – impreza się rozpoczęła ;) najpierw wszyscy sięgnęli po browarek :) i tym sposobem sącząc ten złocisty napój i prowadząc intensywną konwersację zaczynaliśmy nabierać ‘procentów’ ;) ale gdy można już było organoleptycznie dojrzeć dno butelki po browarku wypadało rozpocząć konsumpcję ‘mocniejszych trunków’ w tym wypadku była to dobrze schłodzona Finlandia o lekkim posmaku limonki :) na ryjku Drevniaczka ( czyli notabene mnie ;) ) pojawił się uśmiech gdy drevniane oczka ujrzały kielonki ‘pięćdziesiątki’ ;) ten widok zapowiadał jedynie że będzie wielkie prawdopodobieństwo że ktoś z naszego grona przysłowiowo “zajebie sie w trzy dupy” :D ale na szczęście nie było tak źle ;) po drugiej kolejce delikatnie popłynął nam Felipe :) jednak głowa do picia przychodzi z wiekiem i doświadczeniem ;) w pewnym momencie uznałem że trzeba będzie wkroczyć do akcji i wytrzeźwić Felipe zanim słoneczko wzejdzie na horyzoncie i rodzice powrócą do domu :) stary – sprawdzony sposób na wytrzeźwienie – udawać mocno zapitego bo tylko wtedy drugi mocno zapity będzie Cię słuchał ;) ajj i troszeczkę musiałem się pomęczyć zanim Felipe trochę otrzeźwiał :) aczkolwiek mimo swojego stanu Felipe zrozumiał jakimś cudem że ja jednak nie jestem pijany i że tylko udaje co trochę utrudniło zadanie ;) ale ostatecznie rankiem o poranku Felipe był w przyzwoitej formie :) zresztą reszta ekipy też była już trzeźwa ;) a skład naszej imprezowej ‘paczki’ wyglądał tak: Anna, Tomasz, Karol, Felipe i Drevniaczek ;) niech żałują Ci których zabrakło :) no to byłoby na tyle pisania ;) trzymajcie sie ludziska ;) bless! :D