Po kolejnej długiej przerwie przyszedł czas na nową relacje z wakacji
Tym razem streszczenie wszystkich wydarzeń minuta po minucie byłoby prawdopodobnie niewykonalne
więc postaram się jedynie przybliżyć ogólny obraz tego wyjazdu
cała nasza wyprawa rozpoczęła się piętnastego dnia lipca i to wczesnym rankiem o poranku
wpakowaliśmy się wszyscy “na pakę” do Mercedesa Vito i wyruszyliśmy w stronę dworca PKS
po niezbyt długiej podróży byliśmy już na miejscu
na dworcu musieliśmy poczekać parę chwil na nasz autobus którym to dotarliśmy do Nowego Sącza
aczkolwiek nie obyło się bez przygód
razem z naszą ekipą do autobusu wparowali dwaj przedstawiciele “subkultury szelestu”
obydwoje byli w trakcie melanżu który to według ich opowieści trwał już od trzech dni
jeden z nich o ksywce “czarny” dosyć szybko zasnął ale niestety jego kolega nie wziął z niego przykładu i tym sposobem Dziob miał “towarzysza” do rozmowy
obydwaj panowie wysiedli w Czchowie i kontynuowali swoją podróż do Rożnowa
a my przez brak odpowiedniej wiedzy wysiedliśmy o jeden przystanek za daleko i musieliśmy pozwiedzać Nowy Sącz
ale dzięki paru uprzejmym przechodniom dotarliśmy na przystanek z którego to busem przybyliśmy do Gródka nad Dunajcem
kiedy wysiedliśmy z busa i zaczęliśmy układać strategię poszukiwań ośrodka okazało się że Felipe zostawił portfel z calutką kasą ( a tej akurat mu nie brakowało
) na tylnym siedzeniu busa
więc trzeba było poczekać aż ten sam bus powróci i ze złudną nadzieją na ludzką uczciwość oczekiwać odzyskania portfela wraz z nienaruszoną zawartością
i ku ogólnemu zdziwieniu portfel wrócił tym samym busem i to z pełną zawartością
po tej trochę nieprzyjemnej sytuacji mogliśmy już spokojnie poszukać ośrodka o tajemniczej i nic nie mówiącej nazwie “Gródek”
poszukiwania były krótkie
po pewnych negocjacjach zameldowaliśmy się i wbiliśmy do domków
mieliśmy do dyspozycji dwa czteroosobowe domki połączone ze sobą balkonem
ponieważ nasza ekipa docierała do Gródka w dwóch turach więc my mieliśmy jeszcze możliwość wyboru domku
i tym sposobem po przeniesieniu jednej szafki która to służyła nam za spiżarkę wybraliśmy nasz pokój
wpakowaliśmy się tam w sześć osób
wymienię skład: Anna, Tomasz, Karol, Felipe, Dziob i Drevniak
z prostych obliczeń wynika że przy tym układzie nieuniknione było spanie dwójkami na jednym łóżku
o ile jedna para była dosyć oczywista
o tyle kolejna była przedmiotem dłuuugich negocjacji
i cóż drugą parę stanowiłem Ja i Dziob
pewnie dlatego że byliśmy najwięksi z całej ekipy
ale nie było źle
codziennie graliśmy o poduszkę i jedynie w ostatnią noc przegrałem
w drugim domku dokwaterowali się: Kostuch, raFFcio i Kaśka
i tak już całą dziewiątką rozpoczęliśmy pobyt w Gródku
pierwsze dwa dni można określić mianem: “obczajania i burżujstwa”
po pierwsze wypadałoby opisać ogólnie panujące warunki w domkach
no i cóż nie była to rewelacja
pomieszczenie “łazienko-podobne” nie było zbyt ładne ani pachnące
ale cóż po małym szoku wszyscy się przyzwyczaili
dodatkowych lokatorów w postaci owadów nam nie brakowało
jak wszyscy wiedzą dla mnie nie jest to żaden uciążliwy problem
większy problem mieliśmy z temperaturą wody którą przyszło się nam myć
ponieważ bojler przez pierwsze dwa i pół dnia nie działał tak jak powinien to prysznic był bardzo orzeźwiający
pierwszy spacer po Gródku odbyłem wraz z Dziobem w poszukiwaniu ciekawych miejscówek
i znaleźliśmy ładną i do tego darmową “plażę” oraz wypożyczalnie sprzętu wodnego zarazem
na terenie ośrodka też była całkiem przyzwoita miejscówka na opalanie się i pływanie ( oczywiście z tym pływaniem to u każdego było inaczej
) i z tej miejscówki korzystaliśmy najczęściej
pierwsza noc była oczywiście nie bardzo przespana głównie z powodu Draught Keg-a Heinekena
zresztą kolejne też spędziliśmy na nocnych rozmowach albo czuwaniu (lub też brechtaniu
) na balkonie
codziennie rankiem o poranku budziła nas wszystkich Anna która jako jedyna chodziła spać o przyzwoitej porze
dosyć często i w pełni spontanicznie odbywały się tak zwane “kocówy”
nie zawsze były one humanitarne
większość potrzebnych przedmiotów przywieźliśmy ze sobą ale ewidentnie brakowało grilla
więc już drugiego dnia nastąpiła ogólna składka i tym sposobem zakupiliśmy gryll, węgiel drzewny – odrobinę wilgotny oraz podpałkę no i oczywiście kiełbaski
próbowaliśmy gryllować ale utrudniała to późna pora i egipskie ciemności
pomogło dopiero rozpalenie ogniska i przeniesienie grilla w jego okolice
zrobiliśmy również składkę na piłkę plażową aczkolwiek długo nam nie posłużyła ( pewnie pływa sobie gdzieś w okolicach tamy
)
w trzecim dniu rozpoczęliśmy oszczędzanie ( no może nie wszyscy
)
wtedy to zająłem się gotowaniem obiadków czyli innymi słowy gotowaniem makaronu
obiadki mieliśmy dosyć skromne aczkolwiek braki uzupełnialiśmy masowymi produkcjami kanapek na kolacje
oszczędzanie kasy czy też inaczej “dni biedoty” trwały przez cztery dni
przez ten czas kupowaliśmy głównie wodę, chleb i sosy do makaronu
ale dni biedoty dobiegły końca
w dwa ostatnie dni mogliśmy już spokojnie wydać resztki kasy
więc hamburgerek na obiad, godzinka pływania rowerkiem wodnym i nawet turniej ‘cymbergaja’ który to notabene nie chwaląc się wygrałem
w sobotę dołączył do nas Darek znany też jako Skiba
gdy tylko wszedł do wody – poziom jeziora rożnowskiego drastycznie wzrósł
odwiedzaliśmy również “wiejską dyskotekę” oraz braliśmy udział w “kolonijnym karaoke”
o ile w tygodniu takie imprezy trwały tylko godzinę
to z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę dyskoteki w ośrodku trwały aż do trzeciej w nocy
ponieważ dyskoteka w sobotę była dla nas tak jakby pożegnalna, bawiliśmy się aż do samego jej końca ( przynajmniej Ci którzy chcieli i wytrzymali
)
ostatni niestety poranek w niedzielę był trochę smutny
dosyć długo się zbieraliśmy z łóżek bo wszystkim żal było wyjeżdżać
ale w końcu wszyscy się spakowaliśmy i po raz ostatni poszliśmy nad wodę
nad jeziorem atmosfera była trochę ‘grobowa’ – niby próbowaliśmy żartować ale chyba wszyscy byli zasmuceni faktem że to już ostatni raz w te wakacje siedzimy nad jeziorem rożnowskim w takim składzie
chwilę później wymeldowaliśmy się i poszliśmy na przystanek
wpakowaliśmy się do busa który potem delikatnie mówiąc się trochę przepełnił
busem dojechaliśmy do Nowego Sącza i tam pożegnaliśmy się ze Skibą który pojechał do Limanowej
a reszta wparowała do autobusu i rozpoczęła drogę powrotną do Krakowa
wiem że pominąłem zapewne wiele wydarzeń ale nie sposób jest opisać wszystkiego
na pewno ten tydzień był jednym z najlepszych w moim życiu
nigdy nie zapomnę tych siedmiu dni spędzonych w jakże wyśmienitym gronie
może nie zawsze wszystko układało się tak jakbyśmy tego chcieli ale tak to już jest
może kiedyś Felipe dorośnie i zrozumie jak powinno się postępować w życiu
myślę że na koniec uwiecznię imiona jak również i liczne ksywki naszej ekipy
a więc: Anna ( zwana też Ciocią Anią
), Kasia ( zwana też Ciocią Kasią
), Tomasz ( znany też jako Carmen Electra ksywka from Baywatch
), Karol ( inaczej mówiąc Leonardo Di Caprio ksywka from Titanic – oszukaly nas on nie utonął
), Marcin vel Dziob ( innymi słowy David Hasselhoff ksywka from Baywatch
), Piotrek vel Kostuch ( zwany Riddickiem ksywka from The Chronicles Of Riddick
), Rafał vel raFFcio – vel Lok – vel Napoleon – vel Chumbawamba ( wołają na niego również Elwood from The Blues Brothers
), Filip vel Felipe ( ksywka Wujek Sknerus – czyżby szkockie korzenie ? bez urazy
), Darek vel Skiba ( ksywka Babcia Skibi lub Wujek Smalec – wiadomo skąd
) no i na końcu ja – Sebastian – jakby ktoś nie pamiętał
– vel Drevniak, Drevno, Drzewo ( nazwali mnie Pamelą Anderson a potem przekształcili w Ciocię Pam
). Trochę zdjątek zamieściłem tutaj: zdjątka
na koniec chcę podziękować wszystkim którzy pojechali do Gródka za wspaniałą atmosferę wręcz rodzinną
teraz siedząc samotnie przy kompie jest mi trochę smutno ale wiem że mam kilku wspaniałych przyjaciół i to poprawia mi humor
myślę że to nie był ostatni nasz wspólny wyjazd
już nie mogę się doczekać następnego
i tym mam nadzieję pozytywnym akcentem kończę tą notkę
jeszcze raz dzięki i bless!
lipiec 23, 2007 o 21:48
ehh cudowny był ten tydzień
nawet nie podejrzewałam ze az tak fajnie bedzie
nawet ten kibel i pająki przestały mi po jakims czasie przeszkadzac
i mam nadzieje ze nikt nie ma mi za złe porannych podbudek
nie no kurde co tu dużo pisać: zajebiscie było!
David, Ciocia Pam, Chumbawamba, Carmen… wogóle wszyscy… miazdzycie
juz nie moge sie doczekac nastepnego wyjadzu
dzieki wielkie za wspaniałe 7 dni
bless!
sierpień 6, 2007 o 00:33
No… Nie ma co ukrywać… było zajebiście XD i chwała wam za to XD i
lipiec 10, 2008 o 21:56
[...] Gródek part: DVA Linkuje do Drevna: o tu kliknijcie! i przeczytajcie od deski do deski! [...]