Wakacje part: TWO “Niezapomniany tydzień w Gródku”

Po kolejnej długiej przerwie przyszedł czas na nową relacje z wakacji :) Tym razem streszczenie wszystkich wydarzeń minuta po minucie byłoby prawdopodobnie niewykonalne :) więc postaram się jedynie przybliżyć ogólny obraz tego wyjazdu :) cała nasza wyprawa rozpoczęła się piętnastego dnia lipca i to wczesnym rankiem o poranku ;) wpakowaliśmy się wszyscy “na pakę” do Mercedesa Vito i wyruszyliśmy w stronę dworca PKS :) po niezbyt długiej podróży byliśmy już na miejscu :) na dworcu musieliśmy poczekać parę chwil na nasz autobus którym to dotarliśmy do Nowego Sącza :) aczkolwiek nie obyło się bez przygód ;) razem z naszą ekipą do autobusu wparowali dwaj przedstawiciele “subkultury szelestu” :) obydwoje byli w trakcie melanżu który to według ich opowieści trwał już od trzech dni :) jeden z nich o ksywce “czarny” dosyć szybko zasnął ale niestety jego kolega nie wziął z niego przykładu i tym sposobem Dziob miał “towarzysza” do rozmowy ;) obydwaj panowie wysiedli w Czchowie i kontynuowali swoją podróż do Rożnowa :) a my przez brak odpowiedniej wiedzy wysiedliśmy o jeden przystanek za daleko i musieliśmy pozwiedzać Nowy Sącz ;) ale dzięki paru uprzejmym przechodniom dotarliśmy na przystanek z którego to busem przybyliśmy do Gródka nad Dunajcem ;) kiedy wysiedliśmy z busa i zaczęliśmy układać strategię poszukiwań ośrodka okazało się że Felipe zostawił portfel z calutką kasą ( a tej akurat mu nie brakowało ;) ) na tylnym siedzeniu busa :) więc trzeba było poczekać aż ten sam bus powróci i ze złudną nadzieją na ludzką uczciwość oczekiwać odzyskania portfela wraz z nienaruszoną zawartością :) i ku ogólnemu zdziwieniu portfel wrócił tym samym busem i to z pełną zawartością :) po tej trochę nieprzyjemnej sytuacji mogliśmy już spokojnie poszukać ośrodka o tajemniczej i nic nie mówiącej nazwie “Gródek” :P poszukiwania były krótkie ;) po pewnych negocjacjach zameldowaliśmy się i wbiliśmy do domków :) mieliśmy do dyspozycji dwa czteroosobowe domki połączone ze sobą balkonem ;) ponieważ nasza ekipa docierała do Gródka w dwóch turach więc my mieliśmy jeszcze możliwość wyboru domku ;) i tym sposobem po przeniesieniu jednej szafki która to służyła nam za spiżarkę wybraliśmy nasz pokój :) wpakowaliśmy się tam w sześć osób ;) wymienię skład: Anna, Tomasz, Karol, Felipe, Dziob i Drevniak ;) z prostych obliczeń wynika że przy tym układzie nieuniknione było spanie dwójkami na jednym łóżku :) o ile jedna para była dosyć oczywista ;) o tyle kolejna była przedmiotem dłuuugich negocjacji :D i cóż drugą parę stanowiłem Ja i Dziob :D pewnie dlatego że byliśmy najwięksi z całej ekipy :P ale nie było źle ;) codziennie graliśmy o poduszkę i jedynie w ostatnią noc przegrałem :P w drugim domku dokwaterowali się: Kostuch, raFFcio i Kaśka :) i tak już całą dziewiątką rozpoczęliśmy pobyt w Gródku :) pierwsze dwa dni można określić mianem: “obczajania i burżujstwa” ;) po pierwsze wypadałoby opisać ogólnie panujące warunki w domkach :) no i cóż nie była to rewelacja :) pomieszczenie “łazienko-podobne” nie było zbyt ładne ani pachnące :) ale cóż po małym szoku wszyscy się przyzwyczaili :) dodatkowych lokatorów w postaci owadów nam nie brakowało :) jak wszyscy wiedzą dla mnie nie jest to żaden uciążliwy problem ;) większy problem mieliśmy z temperaturą wody którą przyszło się nam myć :) ponieważ bojler przez pierwsze dwa i pół dnia nie działał tak jak powinien to prysznic był bardzo orzeźwiający :P pierwszy spacer po Gródku odbyłem wraz z Dziobem w poszukiwaniu ciekawych miejscówek ;) i znaleźliśmy ładną i do tego darmową “plażę” oraz wypożyczalnie sprzętu wodnego zarazem :) na terenie ośrodka też była całkiem przyzwoita miejscówka na opalanie się i pływanie ( oczywiście z tym pływaniem to u każdego było inaczej ;) ) i z tej miejscówki korzystaliśmy najczęściej :) pierwsza noc była oczywiście nie bardzo przespana głównie z powodu Draught Keg-a Heinekena ;) zresztą kolejne też spędziliśmy na nocnych rozmowach albo czuwaniu (lub też brechtaniu :D ) na balkonie ;) codziennie rankiem o poranku budziła nas wszystkich Anna która jako jedyna chodziła spać o przyzwoitej porze ;) dosyć często i w pełni spontanicznie odbywały się tak zwane “kocówy” :) nie zawsze były one humanitarne ;) większość potrzebnych przedmiotów przywieźliśmy ze sobą ale ewidentnie brakowało grilla ;) więc już drugiego dnia nastąpiła ogólna składka i tym sposobem zakupiliśmy gryll, węgiel drzewny – odrobinę wilgotny oraz podpałkę no i oczywiście kiełbaski :) próbowaliśmy gryllować ale utrudniała to późna pora i egipskie ciemności :) pomogło dopiero rozpalenie ogniska i przeniesienie grilla w jego okolice ;) zrobiliśmy również składkę na piłkę plażową aczkolwiek długo nam nie posłużyła ( pewnie pływa sobie gdzieś w okolicach tamy :P ) ;) w trzecim dniu rozpoczęliśmy oszczędzanie ( no może nie wszyscy ;) ) :) wtedy to zająłem się gotowaniem obiadków czyli innymi słowy gotowaniem makaronu ;) obiadki mieliśmy dosyć skromne aczkolwiek braki uzupełnialiśmy masowymi produkcjami kanapek na kolacje ;) oszczędzanie kasy czy też inaczej “dni biedoty” trwały przez cztery dni :) przez ten czas kupowaliśmy głównie wodę, chleb i sosy do makaronu ;) ale dni biedoty dobiegły końca :) w dwa ostatnie dni mogliśmy już spokojnie wydać resztki kasy :) więc hamburgerek na obiad, godzinka pływania rowerkiem wodnym i nawet turniej ‘cymbergaja’ który to notabene nie chwaląc się wygrałem ;) w sobotę dołączył do nas Darek znany też jako Skiba :) gdy tylko wszedł do wody – poziom jeziora rożnowskiego drastycznie wzrósł ;) odwiedzaliśmy również “wiejską dyskotekę” oraz braliśmy udział w “kolonijnym karaoke” :D o ile w tygodniu takie imprezy trwały tylko godzinę ;) to z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę dyskoteki w ośrodku trwały aż do trzeciej w nocy :) ponieważ dyskoteka w sobotę była dla nas tak jakby pożegnalna, bawiliśmy się aż do samego jej końca ( przynajmniej Ci którzy chcieli i wytrzymali :) ) ;) ostatni niestety poranek w niedzielę był trochę smutny :) dosyć długo się zbieraliśmy z łóżek bo wszystkim żal było wyjeżdżać :) ale w końcu wszyscy się spakowaliśmy i po raz ostatni poszliśmy nad wodę :) nad jeziorem atmosfera była trochę ‘grobowa’ – niby próbowaliśmy żartować ale chyba wszyscy byli zasmuceni faktem że to już ostatni raz w te wakacje siedzimy nad jeziorem rożnowskim w takim składzie :) chwilę później wymeldowaliśmy się i poszliśmy na przystanek :) wpakowaliśmy się do busa który potem delikatnie mówiąc się trochę przepełnił ;) busem dojechaliśmy do Nowego Sącza i tam pożegnaliśmy się ze Skibą który pojechał do Limanowej :) a reszta wparowała do autobusu i rozpoczęła drogę powrotną do Krakowa :) wiem że pominąłem zapewne wiele wydarzeń ale nie sposób jest opisać wszystkiego ;) na pewno ten tydzień był jednym z najlepszych w moim życiu ;) nigdy nie zapomnę tych siedmiu dni spędzonych w jakże wyśmienitym gronie ;) może nie zawsze wszystko układało się tak jakbyśmy tego chcieli ale tak to już jest ;) może kiedyś Felipe dorośnie i zrozumie jak powinno się postępować w życiu :) myślę że na koniec uwiecznię imiona jak również i liczne ksywki naszej ekipy :) a więc: Anna ( zwana też Ciocią Anią ;) ), Kasia ( zwana też Ciocią Kasią ;) ), Tomasz ( znany też jako Carmen Electra ksywka from Baywatch :P ), Karol ( inaczej mówiąc Leonardo Di Caprio ksywka from Titanic – oszukaly nas on nie utonął ;) ), Marcin vel Dziob ( innymi słowy David Hasselhoff ksywka from Baywatch ;) ), Piotrek vel Kostuch ( zwany Riddickiem ksywka from The Chronicles Of Riddick ;) ), Rafał vel raFFcio – vel Lok – vel Napoleon – vel Chumbawamba ( wołają na niego również Elwood from The Blues Brothers ;) ), Filip vel Felipe ( ksywka Wujek Sknerus – czyżby szkockie korzenie ? bez urazy ;) ), Darek vel Skiba ( ksywka Babcia Skibi lub Wujek Smalec – wiadomo skąd ;) ) no i na końcu ja – Sebastian – jakby ktoś nie pamiętał :P – vel Drevniak, Drevno, Drzewo ( nazwali mnie Pamelą Anderson a potem przekształcili w Ciocię Pam :D ). Trochę zdjątek zamieściłem tutaj: zdjątka :) na koniec chcę podziękować wszystkim którzy pojechali do Gródka za wspaniałą atmosferę wręcz rodzinną :D teraz siedząc samotnie przy kompie jest mi trochę smutno ale wiem że mam kilku wspaniałych przyjaciół i to poprawia mi humor :) myślę że to nie był ostatni nasz wspólny wyjazd ;) już nie mogę się doczekać następnego :) i tym mam nadzieję pozytywnym akcentem kończę tą notkę ;) jeszcze raz dzięki i bless! :D

Odpowiedzi: 3 do “Wakacje part: TWO “Niezapomniany tydzień w Gródku””

  1. Aneczka Says:

    ehh cudowny był ten tydzień :) nawet nie podejrzewałam ze az tak fajnie bedzie :) nawet ten kibel i pająki przestały mi po jakims czasie przeszkadzac :P i mam nadzieje ze nikt nie ma mi za złe porannych podbudek :P nie no kurde co tu dużo pisać: zajebiscie było! :D David, Ciocia Pam, Chumbawamba, Carmen… wogóle wszyscy… miazdzycie :D juz nie moge sie doczekac nastepnego wyjadzu :) dzieki wielkie za wspaniałe 7 dni :) bless!

  2. dziob Says:

    No… Nie ma co ukrywać… było zajebiście XD i chwała wam za to XD i

  3. Gródek part: DVA « qrczaq’s page Says:

    [...] Gródek part: DVA Linkuje do Drevna: o tu kliknijcie! i przeczytajcie od deski do deski! [...]


Dodaj komentarz