Wycieczka rozpoczęła się dla mnie w poniedziałek rankiem o jakże przesadnie wczesnym poranku
trzeba przyznać że godzina piąta trzydzieści rano nadaje się idealnie aby przewracać się z boku na bok w łóżeczku a bynajmniej nie na budzenie się i wykonywanie jakichkolwiek czynności
tym razem jednak obudzenie się o tak nieludzkiej porze nie było problemem – wizja spędzenia trzech kolejnych dni poza domem i bynajmniej nie w szkole pobudzała do działania
szybki prysznic pomógł trochę szerzej otworzyć oczy
sprawdziłem po raz ostatni czy spakowałem wszystko co będzie potrzebne i wyruszyłem pod XI LO gdzie czekali już na mnie Tomasz z Karolkiem
następnie już w trójkę wyruszyliśmy w kierunku przystanku ‘dziesiątki’ w której to zgodnie z planem znajdowała się Anna
i tym sposobem już w komplecie kontynuowaliśmy podróż w kierunku dworca PKS
z racji wczesnej pory na dworzec nie mogliśmy się dostać przechodząc przez Galerię Krakowską ponieważ była ona jeszcze zamknięta
więc wybraliśmy drogę przez dworzec główny PKP
w połowie przejścia podziemnego Tomasz jak zwykle uznał że zna drogę lepiej ode mnie
i jak zwykle okazało się że jego zmysł orientacji jest odrobinę zawodny
gdy dotarliśmy na sam dworzec PKS wewnątrz głównego budynku spotkaliśmy resztę klasy obok nich znajdował się nasz ‘opiekun’ czyli ziomek od WF i o dziwo nawet Marzenka się nie spóźniła (jak się później okazało to było jedyne pozytywne zaskoczenie jakie nas zastało z jej strony
) po paru minutach oczekiwania na skompletowanie się całej grupy wyruszyliśmy na peron i wpakowaliśmy się w autobus
każdy kto kiedykolwiek podróżował do zakopanego dobrze wie że podróż ta jest wątpliwą przyjemnością a w szczególności gdy znajdujemy się na wiecznie remontowanej zakopiance
ale dotarliśmy do Zakopca w całkiem przyzwoitym czasie
najpierw rozpoczęliśmy zabawę w szukanie ośrodka – nie potrwało to zbyt długo bo ośrodek znajdował się blisko Krupówek
w recepcji jak zwykle Marzena zauważyła pewne nieścisłości ale po paru chwilach udało się jej pojąć sposób rozmieszczenia w pokojach
jak sie okazało pokoje były całkiem przyjazne
skład dwóch sąsiadujących z naszym pokojów był całkiem nam odpowiadający
w pokoju sto-szesnaście znajdowały się Aga, Anna, Karina i Kasia i czasami również raFFcio
a w pokoju sto-osiemnaście zamulali
– Dyńka, Kostuch, Skiba, Szatan i wymiennie raFFcio albo Stiven
nasz pokój czyli zajebista sto-siedemnastka składała się z równie zajebistych ludzi czyli: Dziob, Karolek, Mad Majk, Tomasz oraz Drevienko
nie mieliśmy zbyt dużo czasu wolnego więc dosyć szybko zaczęliśmy obczajanie okolicy zwane inaczej rekonesansem
jak się szybko okazało położenie pokojów mniej przyjaznych nam ludzi oraz ‘opiekunów’ było całkiem korzystne
odnaleźliśmy również świetlicę z telewizorem oraz pomieszczenie które nie miało chyba konkretnie określonej funkcji aczkolwiek przypuszczalnie była to jaralnia papierochów
znaleźliśmy również coś co nazwano łazienką w środku nie było zbyt komfortowo ale bywało gorzej
gdy skończyliśmy obczajanie i trochę się rozgościliśmy w pokoju przyszedł czas na pierwszą zbiórkę w pokoju sto-szesnaście
dowiedzieliśmy się o ambitnych planach spacerowych na resztę dnia
po krótkiej chwili byliśmy już przed ośrodkiem prężni i gotowi na długi spacerek
najpierw udaliśmy się w ‘poszukiwaniu’ trzech willi pana Karola Szymanowskiego którego to znamy lub też znać powinniśmy ponieważ właśnie mamy już jedenasty miesiąc roku ogłoszonego przez Ministerstwo Edukacji rokiem Karola Szymanowskiego
moja wiedza jak pewnie większości ludzi którym to nazwisko nic nie mówiło pochodzi z google.pl
szukanie tych willi polegało głównie na przemierzaniu Zakopanego wzdłuż i wszerz
potem poszliśmy jeszcze na krótki spacerek w kierunku wielkiej krokwi
po drodze jedną z głównych atrakcji był całkiem przyjaźnie nastawiony wilk
po powrocie na Krupówki dostaliśmy godzinę czasu wolnego którą wykorzystaliśmy w większości na konsumpcję czegoś w stylu obiadu w pobliskim KFC
potem wybraliśmy się kolejną część wycieczki tym razem udaliśmy się na Gubałówkę
na górę wjechaliśmy kolejką
pogoda nie sprzyjała zdjęciom ponieważ widoczność znacznie skróciła gęsta mgła
każdy kto kiedykolwiek był na Gubałówce dobrze wie że droga powrotna do Zakopanego jest jedna – trzeba wrócić kolejką
można również zejść po stoku ale wtedy nie zejdziemy do samego centrum Zakopca
Marzena znalazła jednak trzecią drogę o której istnieniu nie wiedzieli nawet najstarsi górale
uznała że do Zakopanego trafimy idąc obok Doliny Kościeliska
i jakaż to była niespodzianka gdy zamiast w centrum Zakopanego znaleźliśmy się w gminie Kościelisko
tak to jest jak ktoś porusza się głównie po ’sztolni’
gdy po dużo dłuższym niż było to zaplanowane spacerze powróciliśmy na Krupówki mieliśmy jeszcze chwilę wolnego czasu na dokonanie zakupów i udaliśmy się wreszcie do ośrodka
wszyscy odczuwali duże zmęczenie co przekładało się na niewielką ruchliwość
plan na wieczór nie był zbyt ambitny
mieliśmy zamówić pizze, skonsumować i zasnąć
najpierw jednak mieliśmy dokładnie o godzinie dwudziestej kolejne zebranie z wychowawczynią
dowiedzieliśmy się między innymi jakie zasady przyjdzie nam wielokrotnie łamać oraz od której godziny trzeba uważać przy wychodzeniu z pokoju
po zebraniu rozpoczęła się namiętna rozgrywka w grę karcianą zwaną ‘kent’
utworzyłem całkiem sprawny team wraz ze Skibą
główna rozgrywka rozpoczęła się gdy graliśmy wraz ze Skibą przeciwko Kostuchowi i Dyńce
to był zacięty bój – bynajmniej nie z powodu mocnych przeciwników
zaciętość tej rozgrywki polegała głównie w ilości popełnionych własnych niewymuszonych błędów
przybliżę jedną sytuację która skutecznie przerwała rozgrywkę na jakieś dziesięć minut z powodu brechtania:
- Kostuch: no to kent panowie
- Dyńka: (po chwili namyślenia) jaki kurwa kent ?! (dodajmy że obydwoje byli w jednej drużynie
)
to jest tylko jedna z wielu sytuacji które doprowadziły do zmęczenia mięśni twarzy oraz bólu brzucha
po rozgrywkach w ‘kenta’ udałem się wraz z Dyńką i Mad Majkiem pod ‘natryski’
już po chwili Majkel podrzucił pomysł żeby coś zaśpiewać a ja ten pomysł zaakceptowałem i tym sposobem w łazience zrobiło się głośno od niby to śpiewu ‘prawie trzech tenorów’
o godzinie dwudziestej drugiej do pokoju przyszła Marzena i ogłosiła początek ciszy nocnej
na całe szczęście nie miała czasu pilnować gdyż udawała się na ’szychtę’ do ‘hawjyrńe’
więc nastał okres ‘wolnej amerykanki’
każdy mógł chodzić gdzie chce i spać niekoniecznie w swoim pokoju
chwilę po wizycie Marzeny przypomnieliśmy sobie o naszym planie zamówienia pizzy
zadzwoniliśmy więc do Dominium Pizza ale jak się okazało zamówienia przyjmują tylko do dwudziestej drugiej – więc trzeba było wykminić inną pizzerię
wszystko odbyłoby się szybciej gdybym dobrze zapamiętał numer do Burger Pizza ale przez jedną pomyloną cyfrę dodzwoniliśmy się do przychodni
potem Tomasz zadzwonił do swojego brata który nie znalazł żadnej ciekawej pizzerii w Zakopanem lecz wykazał się jakże wielką ekspresją gdy po dłuższej chwili milczenia rzekł: “do-braaa”
ostatecznie zdobyliśmy poprawny numer do Burger Pizzy dzięki zdjęciu Szatana który uwiecznił Smarta na którego boku znajdowała się reklama tejże pizzerii
zamówiliśmy dwie duże pizze za które zapłaciliśmy dwadzieścia cztery złote
cena jak za dwie pizze z ponad pięcioma składnikami podejrzanie niska – wszystko wyjaśniło się po konsumpcji pierwszego i dla mnie ostatniego kawałka
lepszą pizze zrobiłbym z zamkniętymi oczami, połamanymi palcami u rąk i używając do krojenia łyżki zamiast noża
innymi słowy pizza była beznadziejna – jedna z najgorszych jakie kiedykolwiek jadłem
i tak nie długo po ‘konsumpcji pizzy’ do pokoju wdarła się zamuła i przez pewien czas nie chciała wyjść
skończyło się to tym że około wpół do pierwszej wszyscy zaczęli usypiać
i najprawdopodobniej jak rzekł to Majkel – gdyby nie Kasia to właśnie byśmy wstawali
Kasia poczuła nagłą i niepohamowaną potrzebę konsumpcji ‘biszkopcików’ i w tym celu przyszła do naszego pokoju
wizyta Kasi nie była zbyt długa a przynajmniej tak mi nie nie wydawała
potem chyba wszyscy zapadli w sen
jakby na to nie patrzeć nie znajdowałem się w zbyt uprzywilejowanej sytuacji – miałem co prawda własne łóżko które niestety było połączone z drugim łóżkiem na którym to spał Karol
trzeba przyznać że Karolek śpi w ciągłym ruchu – o czym niejednokrotnie przekonałem się otrzymując kopniaki w łydkę
rankiem o poranku we wstawaniu przeszkadzał wszechobecny chłód
gdy już udało się wszystkim przełamać te barierę termiczną dzielącą to co znajdowało się pod kocem z tym co znajdowało się poza nim – trzeba było się ogarnąć, zjeść jakąś namiastkę śniadania i przygotować się do dłuższej podróży której celem było Morskie Oko
podstawowym dylematem był właściwy dobór odzieży oraz obuwia
zaliczałem się do tej grupy która ubrała się ciepło ale trapery pozostawiła w ośrodku
po krótkiej odprawie i zbiórce pod ośrodkiem udaliśmy się w kierunku dworca PKS
na miejscu musieliśmy poczekać na autobus – czekanie to chciała nam umilić pani przewodniczka swoimi arcynudnymi opowieściami
autobus czy też raczej trochę większy bus przybył zgodnie z planem i wyruszyliśmy w kierunku Morskiego Oka
jak wiadomo do samego Morskiego Oka dojechać nie można więc ostatnie osiem kilometrów przyszło nam pokonać pieszo
droga była długa bo prawie trzy godzinna, bardzo męcząca ale warta swej ceny przynajmniej jak dla mnie
najtrudniejsze dla osób nie posiadających traperów były tak zwane ’skróty’ a są takie cztery na trasie – trzy z nich były całkiem przyjazne ale jeden był ośnieżony i sprawiał pewne problemy
ale szczęśliwie i bez większych strat dotarliśmy nad Morskie Oko
widoki są tam na prawdę piękne
rzekłbym że przy Morskim Oku wszystko jest piękne poza cenami
zwykła herbata kosztowała cztery złote …
ale ceny rekompensuje urok miejsca
Karol tak bardzo zachwycił się tym urokiem że aż wskoczył obunóż do jeziora
po prawie godzinie pobytu nad Morskim Okiem trzeba było się zbierać w drogę powrotną
droga powrotna wydawał się trwać wieczność a szczególnie ostatnie dwa kilometry
ale ostatecznie padnięci ale żywi dotarliśmy na parking dla busów
mieliśmy spory zapas czasu do przyjazdu kursowego autobusu więc wpakowaliśmy się w bus który podwiózł nas pod sam ośrodek
pod ośrodkiem okazało się że w przeciwieństwie do wcześniejszego planu najpierw wrócimy do ośrodka a dopiero potem udamy się na niby obiad
i może to i dobrze bo chwilę po powrocie do pokoju odkryłem że posiadam rozcięcie na głowie które trochę krwawiło – wtedy to przypomniałem sobie że gdy bus ostro zahamował w drodze do ośrodka to przywaliłem w coś głową
na szczęście rana szybko się zasklepiła i przypominała o sobie jedynie intensywnym bólem
po około pół godziny od powrotu z Morskiego Oka do ośrodka wyszliśmy wreszcie na obiad i zakupy na wieczór i rano
po raz kolejny niby to obiad jedliśmy w KFC co nie było szczytem marzeń ale było ekonomiczne pod względem czasu i kasy
krótkie zakupy w moim wypadku ograniczyły się do zakupienia dwóch puszek ‘Bullit’ czyli namiastek ‘Red Bulla’ i wody mineralnej
po powrocie do ośrodka rozpoczął się okres wzmożonej aktywności
po raz kolejny odbyła się rozgrywka w ‘kenta’
na początek w starym żelaznym składzie
po jakiś dwudziestu minutach nie wytrzymałem nerwowo gdy Skiba przez cztery kolejki nie zauważył mojego nader intensywnie pokazywanego znaku
pomińmy fakt że ja tez nie zauważyłem jego znaku
po kilkunastu minutach rozgrywka została wznowiona tym razem w trochę poszerzonym składzie
do żelaznej czwórki z poprzedniej rozgrywki dołączyli Anna i Tomasz którzy wnieśli nowy system znaków które były trudne do odgadnięcia ponieważ żadne specyficzne znaki nie były przez nich z góry ustalone
ale o dziwo ich instynktowne porozumiewanie się było całkiem skuteczne
rozgrywka skończyła się krótko po dziewiętnastej gdy to wraz z Mad Majkiem i Dyńką po raz kolejny udałem się pod natryski
tym razem w spokojnym śpiewaniu przeszkodzili nam Szatan wraz z Tomaszem którzy to wrzucili pod prysznic śmieci … w akcie desperacji w samym ręczniku wybiegłem uszkodzić tych dowcipnisiów ale spotkałem się z innym zagrożeniem w postaci ściągnięcia ze mnie ręcznika więc taktycznie wycofałem się z powrotem pod prysznic i powróciłem już bardziej ubrany
około godziny dwudziestej sięgnąłem po pierwszego Bullita
i z Bullitem w ręce udałem się na kolejne zebranie w pokoju dziewczyn
tym razem dowiedzieliśmy się wielu niezbyt do życia potrzebnych informacji o cmentarzu na Pęksowym Brzyzku na który to notabene się nie udaliśmy w środę
po zebraniu poszliśmy oglądnąć ‘M jak Miłość’
po obejrzeniu tego jakże romantycznego serialu spotkaliśmy się z dziwną sytuacją jaka zaistniała na naszym korytarzu – stało na nim kilku ziomków którzy jak szybko się pojawili tak szybko zniknęli
dopiero po chwili dowiedzieliśmy się od innych że ziomki próbowały sobie ukryć plecak wypełniony browcami w naszym kibelku a gdy dziewczyny z naszej klasy ich zauważyły i zaproponowały układ – dacie po jednym browcu a my nic nie powiemy to ziomki wezwały wsparcie – wiadomo trzy dziewczyny + Stiven – jest się kogo bać
nie znam wszystkich szczegółów tego zajścia wiem tylko że zakończyło się pokojowo a trochę szkoda
potem rozpoczęły się rozgrywki pokera w których nie uczestniczyłem
o dwudziestej pierwszej trzydzieści zamówiliśmy pizzę na kolację
tym razem w Dominium Pizza więc spodziewaliśmy całkiem przyzwoitej pizzy
i taką też nam dostarczono
ale w tak zwanym międzyczasie czyli pomiędzy zamówieniem a dostarczeniem pizzy odbyłem pierwszą i jedyną konwersację z ziomkiem od WF którego teraz można już spokojnie nazwać Milczącym Wampirem
rozmowa ta dotyczyła planu na ostatni dzień wycieczki ponieważ Wampir był tak jakby go nie było więc nie wiedział tez do końca co i kiedy będziemy robić – oczywiście poinformowałem go dokładnie o planie wycieczki
powracając do tematu pizzy do zamówienia dołączył się również Stiven który to pozostawił sobie połowę swej średniej margarity na śniadanie – nie ma to jak zimna pizza o poranku
tylko pogratulować i życzyć smacznego
reszta oczywiście skonsumowała pizzę dosyć szybko
potem zapadliśmy w mały letarg zwany inaczej zamułą i stan ten trwał do około dwudziestej trzeciej wtedy to do naszego pokoju wrócili pokerzyści wygonieni wcześniej przez Marzenę
Marzena z resztą odwiedzała nasz pokój jeszcze kilkakrotnie z różnych powodów
przykładowo około pierwszej trzydzieści odwiedziła nasz pokój z powodu zbyt głośnego brechtania ale gdy zobaczyła zdjęcie Mad Majka z którego to powodu tak brechtaliśmy uznała że jesteśmy częściowo usprawiedliwieni
a Mad Majk miażdżył nas wszystkich swą trzeźwością umysłu i swymi oryginalnymi tekstami
około godziny drugiej w nocy po kolejnej wizycie Marzeny tym razem spowodowanej raczej głośnym zachowaniem wycieczki która mieszkała piętro wyżej hazardziści musieli się rozejść do pokojów
rozgrywki wznowili ale już nie w naszym pokoju około pół godziny później
wtedy to w próg naszego pokoju znów przekroczyła zamuła i nawet lipny Bullit nie pomagał
pewnie zamuła byłaby mniejsza gdybyśmy przenieśli imprezę do pokoju dziewczyn aczkolwiek duuużo wcześniej dostaliśmy dokładne wytyczne od raFFcia że mamy do tego pokoju nie wchodzić bo Kasia śpi – w sumie kto by tam raFFcia słuchał
ale że Kasia była chora to uszanowaliśmy ten zakaz i siedzieliśmy w swoim pokoju
około godziny trzeciej udałem się wraz z Tomaszem do WC
niby nic nadzwyczajnego gdyby nie pomysł Tomka
postanowił postraszyć trochę hazardzistów którzy do tego umilali sobie czas browarami i zapukał do drzwi w sposób bardzo zbliżony do Marzeny
efekt ? – calutki pokój się wyspinał a część z nich miała najprawdopodobniej stan przedzawałowy
nie długo po tym wydarzeniu w pokoju padł pomysł żeby jednak iść spać bo i tak nie ma co robić
pomysł ten został przegłosowany
z realizacją poczekaliśmy jeszcze na Karola i wtedy już większość ludzi zaliczyło zgon
ja pamiętam jeszcze powrót Mad Majka to już koło czwartej nad ranem
o ósmej rano zadzwonił budzik i chcąc tego czy nie trzeba było wstać
atmosfera jak zwykle w obliczu ostatnich godzin wycieczki nie była już taka sama
wszyscy się pakowali i sprzątali przynajmniej w pewnym stopniu swoje pokoje
jedynym rozweselaczem który dalej był często używany w pokojach był znany wszystkim uniwersalny zwrot “Twój stary”
o godzinie dziewiątej czterdzieści pięć zeszliśmy do recepcji i w specjalnie do tego celu wyznaczonym pomieszczeniu pozostawiliśmy bagaże
i wyruszyliśmy w deszczu w kierunku czegoś związanego z Tatrzańskim Parkiem Narodowym – chyba nikt do końca nie wie co to było
w każdym razie gdy tam dotarliśmy mieliśmy wątpliwy zaszczyt i żadną przyjemność oglądnięcia w niby to salce kinowej kilku filmów o przyrodzie w Tatrzańskim Parku Narodowym
filmy były bardzo nudne i do tego już dosyć leciwe
a gdy projekcja się na szczęście skończyła zapadła tak zwana ‘krepująca cisza’
trochę sobie o nas zapomnieli
po chwili głębszej konsternacji i braku jakichkolwiek działań ze strony Marzeny – jak gdyby nigdy nic Denar wstał z krzesła poszedł na drugi koniec sali zapalił światło i otworzył drzwi
trzeba mu pogratulować tego błyskotliwego działania
potem mieliśmy się szybko udać z powrotem na Krupówki w celu konsumpcji obiadu
więc wszyscy nabraliśmy odpowiednio szybkie tempo w oczekiwaniu że jeżeli szybko dotrzemy na Krupówki to będziemy mieli odpowiednio dużo czasu żeby zjeść coś normalnego czyli nie w KFC
niestety Marzena mówiąc o szybkim tempie zapomniała że jej tez to dotyczy i wlekła się za nami tak wolno że gdy dotarła na Krupówki mieliśmy już tylko godzinę do planowanego odjazdu naszego autobusu
dostaliśmy pół godziny czasu więc zostaliśmy skazani na KFC
trzeci dzień z rzędu jeść na obiad longera to już przesada – zresztą tak samo uważał też i mój żołądek
podobnego zdania była też Anna
po niby to obiedzie wróciliśmy do ośrodka żeby zabrać bagaże i wyruszyć na dworzec
wszystko wydawało się proste ale Marzena jak zwykle zauważyła jakiś problem z biletami i tym sposobem przegadała jakieś dziesięć minut
więc zostało nam dwadzieścia na dojście na przystanek PKS bo autobus liniowy nie zaczekałby na nas
więc w pośpiechu udaliśmy się w kierunku owego przystanku
ja miałem poza swoim własnym bagażem również torbę Anny i przez pewien czas również i Kariny
więc droga była odrobinę ciężka
po zapakowaniu się w autobus przeżyłem osobisty dramat
okazało się nie przyjdzie mi siedzieć samemu
nie było to zbyt miłe ale i tak to nie byłoby najgorsze
chwilę później okazało się że nie będę jechał sam – dosiadł się na fotel obok jakiś zamulony chłop… i pierwszą godzinę drogi spędziłem ze słuchawkami na uszach z racji niezbyt odpowiadającego towarzystwa – zresztą podobnie Wampir olał Marzenkę i słuchał muzy
po godzinie słuchania uznałem że trzeba nawiązać chociaż namiastkę kontaktu z resztą klasy i odwróciłem się do tyłu
i tak w dosyć znacznym skręcie tułowia spędziłem pozostałą część podróży
na dworcu w Krakowie pożegnaliśmy się z częścią ludzi i udaliśmy się w drogę powrotną do domu
w Galerii Krakowskiej pożegnaliśmy się z Agą i Kariną i poszliśmy na przystanek ‘piątki’ pod dworcem głównym
tam całkiem nieoczekiwanie spotkały nas Aga z Kariną
i tym sposobem razem z Agą i Kariną wracaliśmy razem piątką
one razem z Anną wysiadły na Bieńczyckiej a ja razem z Tomkiem i Karolkiem dwa przystanki dalej
i tak wycieczka dobiegł końca
była to jedna z najlepszych wycieczek jakie miały miejsce w liceum
będą mi towarzyszyć prawie same miłe wspomnienia
oczywiście było parę spraw które mogły się potoczyć w inny, lepszy sposób ale tak to już bywa
szkoda tylko że była to ostatnia wycieczka w tym składzie w liceum
teraz na zakończenie podziękuje jeszcze wszystkim tym dzięki którym ta wycieczka była tak pozytywna i kolejność nie ma tu znaczenia
więc wielkie dzięki dla: Anny, Agnieszki, Kariny, Katarzyny, Dzioba, Mad Majka, Karola, Tomasza, Dyńki, Skiby, raFFcia, Kostucha, Szatana a nawet i Stiven miał pewien wkład
jeszcze raz dzięki tym wszystkim wyżej wymienionym
i myślę że będę już kończył
pewnie tylko desperaci wytrzymali czytanie tej notki aż do tego miejsca ale mam nadzieje że było warto
dla wszystkich którzy dotarli aż tu Wielkie Bless!
listopad 2, 2007 o 01:34
Drevno… 3 Tomy… nawet lektur do szkoły dłuższych nie czytam. XD wycieczka zmiażdżyła. Mike zapodawał przysłowiowego: “Brejka na Hardkorze”. Powrót z Gubałówki… Górnicy i Góry.. XD a co Do Morskiego Oka… było genialnie. A herbate piłem za 2,50zł. Noce miażdżyły jak Mad-Mike XD natomiast KFC przez 3 dni na obiad… zostawie bez komentarza. Ogolnie okazalem się desperatem i to przeczytałem XD i gdybym nie żałował, że to ostatnia wycieczka, gdyby mi się na niej nie podobało, nigdy bym tego nie przeczytał całego XD ale jednak Było Genialnie. Oby jeszcze się udało gdzieś pojechać ;] Pozdro 600
listopad 3, 2007 o 15:03
haha przeczytalam calusieńka notke
:D szacun Drevno ze chcialo Ci sie wszytsko opisac
a wycieczka zmiezdzyla
szkoda tylko ze to ostatnia z nasza klasa…
listopad 3, 2007 o 15:13
primo: Dziob se nowy awatarek sprawil xD
secondo: porównując notki Twoje i… powiedzmy sobie Raffcia…a co ja pierdole nie ma czego porownywac xD
Zastanawiam sie, dlaczego Twoje notki moge czytac, dzioba notki moge czytac, swoje notki tez czytam… a streszczenia kurwa moralnosci pani dulskiej za huja! a pewnie jest o polowe krotsze od Twojej notki… A co do wycieczki to powiem to co wszyscy: miarzdzaco bylo! ale szkoda ze to ostatnia wycieczka licealna… [...]
[...]
ALE MAM NADZIEJE ZE NIE OSTATNIA! (np trafi sie jakas nieliceala:D) BLESS!!!!!