Wycieczka do Zakopanego ;-)

Wycieczka rozpoczęła się dla mnie w poniedziałek rankiem o jakże przesadnie wczesnym poranku ;) trzeba przyznać że godzina piąta trzydzieści rano nadaje się idealnie aby przewracać się z boku na bok w łóżeczku a bynajmniej nie na budzenie się i wykonywanie jakichkolwiek czynności :P tym razem jednak obudzenie się o tak nieludzkiej porze nie było problemem – wizja spędzenia trzech kolejnych dni poza domem i bynajmniej nie w szkole pobudzała do działania :) szybki prysznic pomógł trochę szerzej otworzyć oczy :P sprawdziłem po raz ostatni czy spakowałem wszystko co będzie potrzebne i wyruszyłem pod XI LO gdzie czekali już na mnie Tomasz z Karolkiem :) następnie już w trójkę wyruszyliśmy w kierunku przystanku ‘dziesiątki’ w której to zgodnie z planem znajdowała się Anna :) i tym sposobem już w komplecie kontynuowaliśmy podróż w kierunku dworca PKS :) z racji wczesnej pory na dworzec nie mogliśmy się dostać przechodząc przez Galerię Krakowską ponieważ była ona jeszcze zamknięta :) więc wybraliśmy drogę przez dworzec główny PKP :) w połowie przejścia podziemnego Tomasz jak zwykle uznał że zna drogę lepiej ode mnie :P i jak zwykle okazało się że jego zmysł orientacji jest odrobinę zawodny ;) gdy dotarliśmy na sam dworzec PKS wewnątrz głównego budynku spotkaliśmy resztę klasy obok nich znajdował się nasz ‘opiekun’ czyli ziomek od WF i o dziwo nawet Marzenka się nie spóźniła (jak się później okazało to było jedyne pozytywne zaskoczenie jakie nas zastało z jej strony :| ) po paru minutach oczekiwania na skompletowanie się całej grupy wyruszyliśmy na peron i wpakowaliśmy się w autobus :) każdy kto kiedykolwiek podróżował do zakopanego dobrze wie że podróż ta jest wątpliwą przyjemnością a w szczególności gdy znajdujemy się na wiecznie remontowanej zakopiance :) ale dotarliśmy do Zakopca w całkiem przyzwoitym czasie :) najpierw rozpoczęliśmy zabawę w szukanie ośrodka – nie potrwało to zbyt długo bo ośrodek znajdował się blisko Krupówek :) w recepcji jak zwykle Marzena zauważyła pewne nieścisłości ale po paru chwilach udało się jej pojąć sposób rozmieszczenia w pokojach :) jak sie okazało pokoje były całkiem przyjazne ;) skład dwóch sąsiadujących z naszym pokojów był całkiem nam odpowiadający :) w pokoju sto-szesnaście znajdowały się Aga, Anna, Karina i Kasia i czasami również raFFcio ;) a w pokoju sto-osiemnaście zamulali :P – Dyńka, Kostuch, Skiba, Szatan i wymiennie raFFcio albo Stiven ;) nasz pokój czyli zajebista sto-siedemnastka składała się z równie zajebistych ludzi czyli: Dziob, Karolek, Mad Majk, Tomasz oraz Drevienko :D nie mieliśmy zbyt dużo czasu wolnego więc dosyć szybko zaczęliśmy obczajanie okolicy zwane inaczej rekonesansem ;) jak się szybko okazało położenie pokojów mniej przyjaznych nam ludzi oraz ‘opiekunów’ było całkiem korzystne :) odnaleźliśmy również świetlicę z telewizorem oraz pomieszczenie które nie miało chyba konkretnie określonej funkcji aczkolwiek przypuszczalnie była to jaralnia papierochów :) znaleźliśmy również coś co nazwano łazienką w środku nie było zbyt komfortowo ale bywało gorzej :) gdy skończyliśmy obczajanie i trochę się rozgościliśmy w pokoju przyszedł czas na pierwszą zbiórkę w pokoju sto-szesnaście :) dowiedzieliśmy się o ambitnych planach spacerowych na resztę dnia :) po krótkiej chwili byliśmy już przed ośrodkiem prężni i gotowi na długi spacerek :) najpierw udaliśmy się w ‘poszukiwaniu’ trzech willi pana Karola Szymanowskiego którego to znamy lub też znać powinniśmy ponieważ właśnie mamy już jedenasty miesiąc roku ogłoszonego przez Ministerstwo Edukacji rokiem Karola Szymanowskiego :) moja wiedza jak pewnie większości ludzi którym to nazwisko nic nie mówiło pochodzi z google.pl :) szukanie tych willi polegało głównie na przemierzaniu Zakopanego wzdłuż i wszerz :) potem poszliśmy jeszcze na krótki spacerek w kierunku wielkiej krokwi :) po drodze jedną z głównych atrakcji był całkiem przyjaźnie nastawiony wilk ;) po powrocie na Krupówki dostaliśmy godzinę czasu wolnego którą wykorzystaliśmy w większości na konsumpcję czegoś w stylu obiadu w pobliskim KFC :) potem wybraliśmy się kolejną część wycieczki tym razem udaliśmy się na Gubałówkę :) na górę wjechaliśmy kolejką ;) pogoda nie sprzyjała zdjęciom ponieważ widoczność znacznie skróciła gęsta mgła :) każdy kto kiedykolwiek był na Gubałówce dobrze wie że droga powrotna do Zakopanego jest jedna – trzeba wrócić kolejką :) można również zejść po stoku ale wtedy nie zejdziemy do samego centrum Zakopca :) Marzena znalazła jednak trzecią drogę o której istnieniu nie wiedzieli nawet najstarsi górale ;) uznała że do Zakopanego trafimy idąc obok Doliny Kościeliska :) i jakaż to była niespodzianka gdy zamiast w centrum Zakopanego znaleźliśmy się w gminie Kościelisko :P tak to jest jak ktoś porusza się głównie po ’sztolni’ :P gdy po dużo dłuższym niż było to zaplanowane spacerze powróciliśmy na Krupówki mieliśmy jeszcze chwilę wolnego czasu na dokonanie zakupów i udaliśmy się wreszcie do ośrodka :) wszyscy odczuwali duże zmęczenie co przekładało się na niewielką ruchliwość ;) plan na wieczór nie był zbyt ambitny :) mieliśmy zamówić pizze, skonsumować i zasnąć :) najpierw jednak mieliśmy dokładnie o godzinie dwudziestej kolejne zebranie z wychowawczynią :) dowiedzieliśmy się między innymi jakie zasady przyjdzie nam wielokrotnie łamać oraz od której godziny trzeba uważać przy wychodzeniu z pokoju ;) po zebraniu rozpoczęła się namiętna rozgrywka w grę karcianą zwaną ‘kent’ :) utworzyłem całkiem sprawny team wraz ze Skibą :) główna rozgrywka rozpoczęła się gdy graliśmy wraz ze Skibą przeciwko Kostuchowi i Dyńce :) to był zacięty bój – bynajmniej nie z powodu mocnych przeciwników :P zaciętość tej rozgrywki polegała głównie w ilości popełnionych własnych niewymuszonych błędów :D przybliżę jedną sytuację która skutecznie przerwała rozgrywkę na jakieś dziesięć minut z powodu brechtania:

- Kostuch: no to kent panowie

- Dyńka: (po chwili namyślenia) jaki kurwa kent ?! (dodajmy że obydwoje byli w jednej drużynie ;) )

to jest tylko jedna z wielu sytuacji które doprowadziły do zmęczenia mięśni twarzy oraz bólu brzucha :P po rozgrywkach w ‘kenta’ udałem się wraz z Dyńką i Mad Majkiem pod ‘natryski’ :) już po chwili Majkel podrzucił pomysł żeby coś zaśpiewać a ja ten pomysł zaakceptowałem i tym sposobem w łazience zrobiło się głośno od niby to śpiewu ‘prawie trzech tenorów’ ;) o godzinie dwudziestej drugiej do pokoju przyszła Marzena i ogłosiła początek ciszy nocnej :) na całe szczęście nie miała czasu pilnować gdyż udawała się na ’szychtę’ do ‘hawjyrńe’ ;) więc nastał okres ‘wolnej amerykanki’ :) każdy mógł chodzić gdzie chce i spać niekoniecznie w swoim pokoju ;) chwilę po wizycie Marzeny przypomnieliśmy sobie o naszym planie zamówienia pizzy :) zadzwoniliśmy więc do Dominium Pizza ale jak się okazało zamówienia przyjmują tylko do dwudziestej drugiej – więc trzeba było wykminić inną pizzerię :) wszystko odbyłoby się szybciej gdybym dobrze zapamiętał numer do Burger Pizza ale przez jedną pomyloną cyfrę dodzwoniliśmy się do przychodni :P potem Tomasz zadzwonił do swojego brata który nie znalazł żadnej ciekawej pizzerii w Zakopanem lecz wykazał się jakże wielką ekspresją gdy po dłuższej chwili milczenia rzekł: “do-braaa” ;) ostatecznie zdobyliśmy poprawny numer do Burger Pizzy dzięki zdjęciu Szatana który uwiecznił Smarta na którego boku znajdowała się reklama tejże pizzerii ;) zamówiliśmy dwie duże pizze za które zapłaciliśmy dwadzieścia cztery złote :) cena jak za dwie pizze z ponad pięcioma składnikami podejrzanie niska – wszystko wyjaśniło się po konsumpcji pierwszego i dla mnie ostatniego kawałka :) lepszą pizze zrobiłbym z zamkniętymi oczami, połamanymi palcami u rąk i używając do krojenia łyżki zamiast noża ;) innymi słowy pizza była beznadziejna – jedna z najgorszych jakie kiedykolwiek jadłem :) i tak nie długo po ‘konsumpcji pizzy’ do pokoju wdarła się zamuła i przez pewien czas nie chciała wyjść :) skończyło się to tym że około wpół do pierwszej wszyscy zaczęli usypiać ;) i najprawdopodobniej jak rzekł to Majkel – gdyby nie Kasia to właśnie byśmy wstawali ;) Kasia poczuła nagłą i niepohamowaną potrzebę konsumpcji ‘biszkopcików’ i w tym celu przyszła do naszego pokoju :) wizyta Kasi nie była zbyt długa a przynajmniej tak mi nie nie wydawała :) potem chyba wszyscy zapadli w sen :) jakby na to nie patrzeć nie znajdowałem się w zbyt uprzywilejowanej sytuacji – miałem co prawda własne łóżko które niestety było połączone z drugim łóżkiem na którym to spał Karol :) trzeba przyznać że Karolek śpi w ciągłym ruchu – o czym niejednokrotnie przekonałem się otrzymując kopniaki w łydkę :) rankiem o poranku we wstawaniu przeszkadzał wszechobecny chłód ;) gdy już udało się wszystkim przełamać te barierę termiczną dzielącą to co znajdowało się pod kocem z tym co znajdowało się poza nim – trzeba było się ogarnąć, zjeść jakąś namiastkę śniadania i przygotować się do dłuższej podróży której celem było Morskie Oko :) podstawowym dylematem był właściwy dobór odzieży oraz obuwia :) zaliczałem się do tej grupy która ubrała się ciepło ale trapery pozostawiła w ośrodku :) po krótkiej odprawie i zbiórce pod ośrodkiem udaliśmy się w kierunku dworca PKS :) na miejscu musieliśmy poczekać na autobus – czekanie to chciała nam umilić pani przewodniczka swoimi arcynudnymi opowieściami :) autobus czy też raczej trochę większy bus przybył zgodnie z planem i wyruszyliśmy w kierunku Morskiego Oka :) jak wiadomo do samego Morskiego Oka dojechać nie można więc ostatnie osiem kilometrów przyszło nam pokonać pieszo :) droga była długa bo prawie trzy godzinna, bardzo męcząca ale warta swej ceny przynajmniej jak dla mnie :) najtrudniejsze dla osób nie posiadających traperów były tak zwane ’skróty’ a są takie cztery na trasie – trzy z nich były całkiem przyjazne ale jeden był ośnieżony i sprawiał pewne problemy :) ale szczęśliwie i bez większych strat dotarliśmy nad Morskie Oko ;) widoki są tam na prawdę piękne :) rzekłbym że przy Morskim Oku wszystko jest piękne poza cenami ;) zwykła herbata kosztowała cztery złote … :| ale ceny rekompensuje urok miejsca ;) Karol tak bardzo zachwycił się tym urokiem że aż wskoczył obunóż do jeziora :D po prawie godzinie pobytu nad Morskim Okiem trzeba było się zbierać w drogę powrotną :) droga powrotna wydawał się trwać wieczność a szczególnie ostatnie dwa kilometry :) ale ostatecznie padnięci ale żywi dotarliśmy na parking dla busów :) mieliśmy spory zapas czasu do przyjazdu kursowego autobusu więc wpakowaliśmy się w bus który podwiózł nas pod sam ośrodek :) pod ośrodkiem okazało się że w przeciwieństwie do wcześniejszego planu najpierw wrócimy do ośrodka a dopiero potem udamy się na niby obiad :) i może to i dobrze bo chwilę po powrocie do pokoju odkryłem że posiadam rozcięcie na głowie które trochę krwawiło – wtedy to przypomniałem sobie że gdy bus ostro zahamował w drodze do ośrodka to przywaliłem w coś głową :) na szczęście rana szybko się zasklepiła i przypominała o sobie jedynie intensywnym bólem ;) po około pół godziny od powrotu z Morskiego Oka do ośrodka wyszliśmy wreszcie na obiad i zakupy na wieczór i rano :) po raz kolejny niby to obiad jedliśmy w KFC co nie było szczytem marzeń ale było ekonomiczne pod względem czasu i kasy :) krótkie zakupy w moim wypadku ograniczyły się do zakupienia dwóch puszek ‘Bullit’ czyli namiastek ‘Red Bulla’ i wody mineralnej :) po powrocie do ośrodka rozpoczął się okres wzmożonej aktywności ;) po raz kolejny odbyła się rozgrywka w ‘kenta’ :) na początek w starym żelaznym składzie ;) po jakiś dwudziestu minutach nie wytrzymałem nerwowo gdy Skiba przez cztery kolejki nie zauważył mojego nader intensywnie pokazywanego znaku :P pomińmy fakt że ja tez nie zauważyłem jego znaku :P po kilkunastu minutach rozgrywka została wznowiona tym razem w trochę poszerzonym składzie :) do żelaznej czwórki z poprzedniej rozgrywki dołączyli Anna i Tomasz którzy wnieśli nowy system znaków które były trudne do odgadnięcia ponieważ żadne specyficzne znaki nie były przez nich z góry ustalone :P ale o dziwo ich instynktowne porozumiewanie się było całkiem skuteczne ;) rozgrywka skończyła się krótko po dziewiętnastej gdy to wraz z Mad Majkiem i Dyńką po raz kolejny udałem się pod natryski :P tym razem w spokojnym śpiewaniu przeszkodzili nam Szatan wraz z Tomaszem którzy to wrzucili pod prysznic śmieci … w akcie desperacji w samym ręczniku wybiegłem uszkodzić tych dowcipnisiów ale spotkałem się z innym zagrożeniem w postaci ściągnięcia ze mnie ręcznika więc taktycznie wycofałem się z powrotem pod prysznic i powróciłem już bardziej ubrany ;) około godziny dwudziestej sięgnąłem po pierwszego Bullita :) i z Bullitem w ręce udałem się na kolejne zebranie w pokoju dziewczyn :) tym razem dowiedzieliśmy się wielu niezbyt do życia potrzebnych informacji o cmentarzu na Pęksowym Brzyzku na który to notabene się nie udaliśmy w środę :) po zebraniu poszliśmy oglądnąć ‘M jak Miłość’ ;) po obejrzeniu tego jakże romantycznego serialu spotkaliśmy się z dziwną sytuacją jaka zaistniała na naszym korytarzu – stało na nim kilku ziomków którzy jak szybko się pojawili tak szybko zniknęli :) dopiero po chwili dowiedzieliśmy się od innych że ziomki próbowały sobie ukryć plecak wypełniony browcami w naszym kibelku a gdy dziewczyny z naszej klasy ich zauważyły i zaproponowały układ – dacie po jednym browcu a my nic nie powiemy to ziomki wezwały wsparcie – wiadomo trzy dziewczyny + Stiven – jest się kogo bać ;) nie znam wszystkich szczegółów tego zajścia wiem tylko że zakończyło się pokojowo a trochę szkoda ;) potem rozpoczęły się rozgrywki pokera w których nie uczestniczyłem :) o dwudziestej pierwszej trzydzieści zamówiliśmy pizzę na kolację ;) tym razem w Dominium Pizza więc spodziewaliśmy całkiem przyzwoitej pizzy :) i taką też nam dostarczono ;) ale w tak zwanym międzyczasie czyli pomiędzy zamówieniem a dostarczeniem pizzy odbyłem pierwszą i jedyną konwersację z ziomkiem od WF którego teraz można już spokojnie nazwać Milczącym Wampirem ;) rozmowa ta dotyczyła planu na ostatni dzień wycieczki ponieważ Wampir był tak jakby go nie było więc nie wiedział tez do końca co i kiedy będziemy robić – oczywiście poinformowałem go dokładnie o planie wycieczki ;) powracając do tematu pizzy do zamówienia dołączył się również Stiven który to pozostawił sobie połowę swej średniej margarity na śniadanie – nie ma to jak zimna pizza o poranku :D tylko pogratulować i życzyć smacznego :P reszta oczywiście skonsumowała pizzę dosyć szybko ;) potem zapadliśmy w mały letarg zwany inaczej zamułą i stan ten trwał do około dwudziestej trzeciej wtedy to do naszego pokoju wrócili pokerzyści wygonieni wcześniej przez Marzenę :) Marzena z resztą odwiedzała nasz pokój jeszcze kilkakrotnie z różnych powodów ;) przykładowo około pierwszej trzydzieści odwiedziła nasz pokój z powodu zbyt głośnego brechtania ale gdy zobaczyła zdjęcie Mad Majka z którego to powodu tak brechtaliśmy uznała że jesteśmy częściowo usprawiedliwieni ;) a Mad Majk miażdżył nas wszystkich swą trzeźwością umysłu i swymi oryginalnymi tekstami ;) około godziny drugiej w nocy po kolejnej wizycie Marzeny tym razem spowodowanej raczej głośnym zachowaniem wycieczki która mieszkała piętro wyżej hazardziści musieli się rozejść do pokojów :) rozgrywki wznowili ale już nie w naszym pokoju około pół godziny później :) wtedy to w próg naszego pokoju znów przekroczyła zamuła i nawet lipny Bullit nie pomagał :) pewnie zamuła byłaby mniejsza gdybyśmy przenieśli imprezę do pokoju dziewczyn aczkolwiek duuużo wcześniej dostaliśmy dokładne wytyczne od raFFcia że mamy do tego pokoju nie wchodzić bo Kasia śpi – w sumie kto by tam raFFcia słuchał :P ale że Kasia była chora to uszanowaliśmy ten zakaz i siedzieliśmy w swoim pokoju :) około godziny trzeciej udałem się wraz z Tomaszem do WC ;) niby nic nadzwyczajnego gdyby nie pomysł Tomka ;) postanowił postraszyć trochę hazardzistów którzy do tego umilali sobie czas browarami i zapukał do drzwi w sposób bardzo zbliżony do Marzeny :) efekt ? – calutki pokój się wyspinał a część z nich miała najprawdopodobniej stan przedzawałowy :D nie długo po tym wydarzeniu w pokoju padł pomysł żeby jednak iść spać bo i tak nie ma co robić :) pomysł ten został przegłosowany :) z realizacją poczekaliśmy jeszcze na Karola i wtedy już większość ludzi zaliczyło zgon ;) ja pamiętam jeszcze powrót Mad Majka to już koło czwartej nad ranem ;) o ósmej rano zadzwonił budzik i chcąc tego czy nie trzeba było wstać :) atmosfera jak zwykle w obliczu ostatnich godzin wycieczki nie była już taka sama :) wszyscy się pakowali i sprzątali przynajmniej w pewnym stopniu swoje pokoje :) jedynym rozweselaczem który dalej był często używany w pokojach był znany wszystkim uniwersalny zwrot “Twój stary” ;) o godzinie dziewiątej czterdzieści pięć zeszliśmy do recepcji i w specjalnie do tego celu wyznaczonym pomieszczeniu pozostawiliśmy bagaże :) i wyruszyliśmy w deszczu w kierunku czegoś związanego z Tatrzańskim Parkiem Narodowym – chyba nikt do końca nie wie co to było ;) w każdym razie gdy tam dotarliśmy mieliśmy wątpliwy zaszczyt i żadną przyjemność oglądnięcia w niby to salce kinowej kilku filmów o przyrodzie w Tatrzańskim Parku Narodowym :) filmy były bardzo nudne i do tego już dosyć leciwe :) a gdy projekcja się na szczęście skończyła zapadła tak zwana ‘krepująca cisza’ ;) trochę sobie o nas zapomnieli ;) po chwili głębszej konsternacji i braku jakichkolwiek działań ze strony Marzeny – jak gdyby nigdy nic Denar wstał z krzesła poszedł na drugi koniec sali zapalił światło i otworzył drzwi ;) trzeba mu pogratulować tego błyskotliwego działania :) potem mieliśmy się szybko udać z powrotem na Krupówki w celu konsumpcji obiadu :) więc wszyscy nabraliśmy odpowiednio szybkie tempo w oczekiwaniu że jeżeli szybko dotrzemy na Krupówki to będziemy mieli odpowiednio dużo czasu żeby zjeść coś normalnego czyli nie w KFC :) niestety Marzena mówiąc o szybkim tempie zapomniała że jej tez to dotyczy i wlekła się za nami tak wolno że gdy dotarła na Krupówki mieliśmy już tylko godzinę do planowanego odjazdu naszego autobusu :| dostaliśmy pół godziny czasu więc zostaliśmy skazani na KFC :) trzeci dzień z rzędu jeść na obiad longera to już przesada – zresztą tak samo uważał też i mój żołądek :) podobnego zdania była też Anna ;) po niby to obiedzie wróciliśmy do ośrodka żeby zabrać bagaże i wyruszyć na dworzec :) wszystko wydawało się proste ale Marzena jak zwykle zauważyła jakiś problem z biletami i tym sposobem przegadała jakieś dziesięć minut :) więc zostało nam dwadzieścia na dojście na przystanek PKS bo autobus liniowy nie zaczekałby na nas :) więc w pośpiechu udaliśmy się w kierunku owego przystanku :) ja miałem poza swoim własnym bagażem również torbę Anny i przez pewien czas również i Kariny :) więc droga była odrobinę ciężka ;) po zapakowaniu się w autobus przeżyłem osobisty dramat :P okazało się nie przyjdzie mi siedzieć samemu :| nie było to zbyt miłe ale i tak to nie byłoby najgorsze :) chwilę później okazało się że nie będę jechał sam – dosiadł się na fotel obok jakiś zamulony chłop… i pierwszą godzinę drogi spędziłem ze słuchawkami na uszach z racji niezbyt odpowiadającego towarzystwa – zresztą podobnie Wampir olał Marzenkę i słuchał muzy ;) po godzinie słuchania uznałem że trzeba nawiązać chociaż namiastkę kontaktu z resztą klasy i odwróciłem się do tyłu :) i tak w dosyć znacznym skręcie tułowia spędziłem pozostałą część podróży :) na dworcu w Krakowie pożegnaliśmy się z częścią ludzi i udaliśmy się w drogę powrotną do domu :) w Galerii Krakowskiej pożegnaliśmy się z Agą i Kariną i poszliśmy na przystanek ‘piątki’ pod dworcem głównym ;) tam całkiem nieoczekiwanie spotkały nas Aga z Kariną :P i tym sposobem razem z Agą i Kariną wracaliśmy razem piątką ;) one razem z Anną wysiadły na Bieńczyckiej a ja razem z Tomkiem i Karolkiem dwa przystanki dalej :) i tak wycieczka dobiegł końca :) była to jedna z najlepszych wycieczek jakie miały miejsce w liceum :) będą mi towarzyszyć prawie same miłe wspomnienia ;) oczywiście było parę spraw które mogły się potoczyć w inny, lepszy sposób ale tak to już bywa ;) szkoda tylko że była to ostatnia wycieczka w tym składzie w liceum :( teraz na zakończenie podziękuje jeszcze wszystkim tym dzięki którym ta wycieczka była tak pozytywna i kolejność nie ma tu znaczenia ;) więc wielkie dzięki dla: Anny, Agnieszki, Kariny, Katarzyny, Dzioba, Mad Majka, Karola, Tomasza, Dyńki, Skiby, raFFcia, Kostucha, Szatana a nawet i Stiven miał pewien wkład ;) jeszcze raz dzięki tym wszystkim wyżej wymienionym ;) i myślę że będę już kończył ;) pewnie tylko desperaci wytrzymali czytanie tej notki aż do tego miejsca ale mam nadzieje że było warto ;) dla wszystkich którzy dotarli aż tu Wielkie Bless! ;)

Odpowiedzi: 3 do “Wycieczka do Zakopanego ;-)”

  1. dziob Says:

    Drevno… 3 Tomy… nawet lektur do szkoły dłuższych nie czytam. XD wycieczka zmiażdżyła. Mike zapodawał przysłowiowego: “Brejka na Hardkorze”. Powrót z Gubałówki… Górnicy i Góry.. XD a co Do Morskiego Oka… było genialnie. A herbate piłem za 2,50zł. Noce miażdżyły jak Mad-Mike XD natomiast KFC przez 3 dni na obiad… zostawie bez komentarza. Ogolnie okazalem się desperatem i to przeczytałem XD i gdybym nie żałował, że to ostatnia wycieczka, gdyby mi się na niej nie podobało, nigdy bym tego nie przeczytał całego XD ale jednak Było Genialnie. Oby jeszcze się udało gdzieś pojechać ;] Pozdro 600

  2. Aneczka Says:

    haha przeczytalam calusieńka notke :D :D szacun Drevno ze chcialo Ci sie wszytsko opisac :D a wycieczka zmiezdzyla :D szkoda tylko ze to ostatnia z nasza klasa…

  3. Qrczaq Says:

    primo: Dziob se nowy awatarek sprawil xD
    secondo: porównując notki Twoje i… powiedzmy sobie Raffcia…a co ja pierdole nie ma czego porownywac xD
    Zastanawiam sie, dlaczego Twoje notki moge czytac, dzioba notki moge czytac, swoje notki tez czytam… a streszczenia kurwa moralnosci pani dulskiej za huja! a pewnie jest o polowe krotsze od Twojej notki… A co do wycieczki to powiem to co wszyscy: miarzdzaco bylo! ale szkoda ze to ostatnia wycieczka licealna… [...]

    [...]
    ALE MAM NADZIEJE ZE NIE OSTATNIA! (np trafi sie jakas nieliceala:D) BLESS!!!!!


Napisz odpowiedź