Czternaście i pół kilometra do… piekła?

Odrywając się od codzienności – przyszedł czas na odrobinę spekulacji, niedopowiedzeń, kontrowersji, a może nawet na małą hipotezę teologiczną.

Tekst który postaram się w miarę rzetelnie i starannie poniżej ‘poskładać’ – bazuje głównie na niepotwierdzonych źródłach więc nie miejcie do mnie pretensji jeżeli coś będzie się w nim ‘mijać z prawdą’ ;)

Zacznijmy od krótkiej charakterystyki człowieka, a raczej charakterystyki jego natury i pragnień.

Człowiek jest istotą, która nieustannie się rozwija, rozwija poprzez zbieranie kolejnych, coraz to nowszych doświadczeń. Ta nasza ‘natura’ jest czasami trochę autodestrukcyjna (przykład – odkrycie dynamitu, energii pochodzącej z rozszczepienia atomu). Ale prawdopodobnie nie ma lepszej drogi do poszerzania naszych ‘horyzontów’. Człowiek lubi rekordy (nie mówię tu o bazach danych), lubi mieć świadomość pewnej ‘granicy’ którą, zgodnie z naszą naturą, prędzej czy później uda się ‘złamać’. I tak wszyscy zapewne pamiętamy kto zdobył złoty medal w biegu na 100 metrów na igrzyskach w Pekinie, i jeszcze długo będziemy pamiętać Usaina Bolta – głównie dlatego, że ustanowił fenomenalny rekord świata. To, że na drugim stopniu podium stanął Richard Thompson z Trynidadu i Tobago, jakoś umknęło – bo dziś liczy się wygrana i najlepszy wynik. W ten sposób od setek lat ludzie ‘przesuwają’ granice swoich możliwości o kolejne, nowe rekordy. Idealnym przykładem jest ‘zimna wojna’ i ‘wyścig na Księżyc’ (swoją drogą o tym też kiedyś odrobinę szerzej napiszę). Człowiek dokonał ‘małego kroku’ który to jest ‘ogromnym krokiem’ dla ludzkości.

A teraz wróćmy do wątku głównego…

A gdyby tak człowiek dokonując kolejnego z licznych ‘małych kroków’ spowodował zagładę ludzkości..?

Wiem, że jest to dosyć abstrakcyjne w dzisiejszych ‘cywilizowanych’ czasach – kiedy to z wielką ostrożnością podchodzi się nawet do czyszczenia kanałów miejskich (czego przykład obserwuję codziennie od dłuższego już czasu).

Ale załóżmy, że zrobiliśmy o jeden ‘krok’ za daleko, że stało się coś, czego nie dość, że nie potrafimy cofnąć to nie potrafimy nawet tego powstrzymać, gdyż nie znamy racjonalnego wyjaśnienia. Jednym z ‘kroków’ który wywoływał podobne spekulacje było uruchomienie Wielkiego Zderzacza Hadronów. Tu faktycznie można mieć pewne obawy przed tym co może się wydarzyć (pomijając awarię chłodzenia ;) ). Ponieważ sami naukowcy nie są pewni jakie wyniki uzyskają i jakie dokładnie procesy zajdą wewnątrz WZH. Ale czy odrobinę jedynie, niezwykły odwiert (niezwykły z racji głębokości na jaką został dokonany) może stać się przyczyną zagłady ludzkości?

W roku 1989 grupa geologów, kierowana przez Dimitra Azzakowa, dokonywała odwiertów gdzieś na syberyjskich odludziach (lokalizacji, nawet przybliżonej, miejsca odwiertów nie znalazłem). Ale cała operacja nie zakończyła się zgodnie z planami. Po osiągnięciu około czternastu i pół kilometra, ekipa nieoczekiwanie odnotowała wzrost obrotów wiertła co wskazywało na natrafienie na ‘niszę’. Geolodzy wykorzystali tę intrygującą sytuację do wykonania serii pomiarów. Pomiary te ponoć (niestety to już nie musi być prawda) były zaskakujące. Na granicy odwiertu temperaturę oszacowano na około tysiąc sto stopni Celsjusza. Geolodzy nie spodziewali się takiego wzrostu temperatury. Ale najbardziej szokujące były próby odsłuchu ruchów tektonicznych poprzez wprowadzenie wysoce czułych mikrofonów (chłodzonych wodą i znajdujących się w obudowach wykonanych z najnowocześniejszych, jak na tamten okres, materiałów termoizolacyjnych), wgłąb odwiertu. Mikrofony zarejestrowały słaby lecz nadspodziewanie wysoki dźwięk, początkowo ekipa uznała, iż jest to zakłóceni pochodzące z ich własnego sprzętu. Przeprowadzono więc jeszcze kilka kontrolnych pomiarów w trakcie których dostrajano sprzęt w taki sposób, aby móc jednoznacznie potwierdzić, że zarejestrowane odgłosy pochodzą z wnętrza odwiertu. Ostatecznie geologowie wyeliminowali wszystkie, znane im rodzaje zakłóceń – zarejestrowane odgłosy pochodziły z wnętrza odwiertu. Dźwięk ten, zdaniem geologów, brzmiał jak odgłos krzyków setek ludzi. Mimo, że jest to irracjonalne i żaden poważny naukowiec nie przyjmie takiego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji, część zespołu badawczego zrezygnowała z prowadzenia jakichkolwiek dalszych badań. Kierujący badaniami Dimitrij Azzakow komentując całą tą sytuację stwierdził, że ‘ma nadzieję, iż cokolwiek odkryli, pozostanie to na swoim miejscu’. W późniejszym wywiadzie Azzakow stwierdził, że ‘gdyby nie był ateistą to mógłby stwierdzić, że słyszał odgłosy piekła’. To były niestety jedyne informacje które powtarzały się w większości publikacji, nie znalazłem innych (w miarę prawdopodobnych) wywiadów z Azzakowem, co odrobinę mnie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że jest to całkiem intrygująca sprawa. Mimo to – artykułów na temat ‘odgłosów z piekła’ jest mnóstwo, szczególnie anglojęzycznych, mocno inspirowanych wierzeniami religijnymi (głównie ewangelickimi ale też zdarzają się i ‘mormońskie’ teksty – polecam jeżeli ktoś nie miał styczności z fanatyzmem religijnym). Najczęściej powtarzającą się (i moim zdaniem delikatnie ‘przekoloryzowaną’) opowieścią, była ta którą opowiedział Bjarne Nummedal – główny sejsmolog w ekipie badawczej. Otóż w wywiadzie do ‘Asker og Baerumus Budstikke’ (podobno największy i najpoważniejszy norweski dziennik) Nummedal stwierdził, że w trakcie wykonywania odwiertu był świadkiem wybuchu ‘fontanny lśniącego gazu, tryskającego z odwiertu’ i ta właśnie ‘fontanna’ miała się podobno uformować w ‘błyszczącą postać o skrzydłach nietoperza’. Zdaniem Nummedala część ekipy badawczej po tym wydarzeniu musiała otrzymać pomoc, gdyż ich przerażenie zaistniałą sytuacją graniczyło z obłąkaniem. Podobno ratownicy podawali im dosyć silne środki uspokajające.

To wszystko brzmi jak kolejna z ‘legend’ stworzonych przez serię manipulacji i koloryzowania. Ale w każdej takiej legendzie jest odrobinę prawdy. W tym przypadku faktem jest, iż taki odwiert i badania miały miejsce. Faktem jest też, że badania nie zostały doprowadzone do końca, ekipa została przedwcześnie zwolniona i z góry opłacona – trochę się to nie zgadza z oficjalną wersją, iż badania zostały przerwane z powodu braku środków. Podobno odbierając wynagrodzenie wszyscy członkowie ekipy musieli podpisać ‘lojalkę’ o zakazie udzielania jakichkolwiek wywiadów – ale w to już bym zbytnio nie wierzył.

Cała ta historia zaintrygowała mnie, zrobiłem dosyć rozległe ‘rozeznanie’ i muszę przyznać, że nie wszytko jest tu jednoznaczne i pewnie już nigdy nie dowiemy się dokładnie co faktycznie zarejestrowała aparatura w odwiercie. Ale jestem daleki od uwierzenia, że geolodzy ‘dowiercili’ się do piekła. Miałem w planach zamieścić jeszcze filmik który rzekomo zawiera nagranie tych ‘odgłosów’ ale po kilkunastu przesłuchaniach – stwierdzam, iż nie przekonuje mnie to ani trochę (chociaż słuchając tego, po raz pierwszy, w okolicach trzeciej w nocy – można poczuć dreszczyk emocji, ale na krótko ;) ). Dodam za to inny materiał – traktujący w podobnej tematyce (ostrzegam, że głos jest ostro… przepity ;) )

PS (moja mama byłaby zachwycona powyższą piosenką… :P )

Jedna odpowiedź do “Czternaście i pół kilometra do… piekła?”

  1. Gumior Says:

    Piosenka na zakończenie bardzo fajna do słuchania w samochodzie – szczególnie na polskich drogach ;) A temat notki naprawdę ciekawy i aż spróbuje się dowiedzieć o tym czegoś więcej :D


Dodaj komentarz