Łamiąc patos

Minął już jakiś czas od ostatniego wpisu więc wypada popracować nad częstotliwością ‘notek’. I to jest pierwszy krok w tym kierunku.

Przejdźmy do rzeczy – poniżej chcę wyrazić swoje zdanie na temat obchodzonego dziś święta i jak można się domyślić po tytule – moje zdanie jest odmienne od tego prezentowanego przez ‘ogół’ Polaków.

Mamy pierwszy dzień listopada święto Wszystkich Świętych. Tradycyjnie na drogach mamy korki, tradycyjnie w telewizji lecą filmy ‘rodzinne’, tradycyjnie polska policja prowadzi akcję ‘Znicz’, tradycyjnie na drogach zginie sporo osób, tradycyjnie jest to dzień wolny od pracy, tradycyjnie na polskich cmentarzach kwestują znani aktorzy…

Wreszcie tradycyjnie (oraz masowo) udajemy się na cmentarze, zapalamy znicze, dekorujemy groby kwiatami. A wszystko to w wysoce podniosłej, pseudo-katolickiej, depresyjnie smutnej atmosferze.

Tylko czy przypadkiem, gdzieś po drodze, nie zapomnieliśmy o tym po co to wszystko robimy?

Co roku obserwuje całą tą ’szopkę’ i co przykre – wydaje mi się, że ludzi bardziej niż odwiedzanie grobów zmarłych bliskich, interesuje wybranie ładnych zniczy (najlepiej ładniejszych od tych na sąsiadujących grobach) kupienie jak największej i najładniejszej ‘doniczki’ chryzantem, a do tego ubranie się w jak najlepsze ciuchy tak żeby przypadkowo spotkana rodzina wiedziała jak dobrze się im powodzi…

To wszystko sprawia, że nie lubię odwiedzać cmentarzy w dniu Wszystkich Świętych, wolę to zrobić w miarę możliwości wcześniej, unikając tłumów, masowości i zachowując odrobinę prywatności. I robię tak bynajmniej nie dla bardziej podniosłej i skrajnie depresyjnej atmosfery – po prostu wolę odwiedzać groby bliskich tylko dla nich, nie dla święta czy dlatego, że ‘tak trzeba’ czy ewentualnie ‘bo wszyscy tak robią’.

Nie odklepuje pacierza czy zdrowaśki – wolę powiedzieć parę zdań o tym co mnie boli, co przeszkadza i o tym co wręcz przeciwnie – w życiu mi się udało. I wierzę w to, że oni gdzieś tam słyszą to co chcę im powiedzieć. Nie ‘daje’ na msze, wypominki i nigdy nie będę tak robił (kościół ma i tak spory kapitał). I wcale nie jestem smutny gdy stoję nad grobem bliskiej mi osoby – zamiast zasmucać się tym, że jej/jego już nie ma – wolę pomyśleć o tym co dzięki nim zyskałem, czego się nauczyłem, jakie miłe chwile mnie z nimi spotkały. I mam nadzieję, że jeżeli kiedy ktoś będzie stał nad moim grobem to również nie będzie się smucił.

I pewnie zapytacie czemu to piszę? Wiem, że mentalności i przyzwyczajeń Polaków nie zmienię. Ale chciałem wyrazić swoje zdanie za które w kościele byłbym pewnie nazwany ateistą a wśród ‘ogółu’ – odludkiem lub indywidualistą. A to wszystko dlatego, że w polskiej mentalności patos jest wartością świętą. Nic tego nie zmieni, że wolimy stawiać ludziom pomniki, nazywać ich imionami ulice – i nie pozwalamy powiedzieć o zmarłych ‘złego słowa’ – choćby było szczere. Wiem, że i ta notka wiele nie zmieni ale może chociaż skłoni kogoś do przemyśleń.

Odpowiedzi: 4 do “Łamiąc patos”

  1. raFFcio Says:

    A ja się bardzo zgadzam ze wszystkim co napisałeś. Na szczęście nie straciłem jeszcze nikogo w taki sposób więc nie mogę się tak dokładnie wczuć w odczucia osób odwiedzających groby zmarłych osób, ale to co reprezentują sobą te święta nie podoba mi się i mam takie samo zdanie.

  2. Gumior Says:

    Prawda jest taka, że wielu ludzi to święto rzeczywiście traktuje jak rewie mody, ale mimo to je lubie – za jego jednak specyficzną atmosfere, za chwile zadumy jaką ze sobą niesie. Owszem, wole iść samemu na cmentarz i podumać chwile nad grobami ludzi mi bliskich, porozmawiać z nimi, choć to może sie wydawać głupie. Ale bardzo lubie też “wyłączyć się” właśnie dziś wieczorem na cmentarzu podziwiając morze świec, które wygląda naprawde magicznie i nie słuchając ludzi dookoła uśmiechnąć się na myśl, że moi dziadkowie, czy rodzeństwo mnie widzą i, mam nadzieję, pomagają w trudnych chwilach.

  3. qrczątko Says:

    Nie oszukująć siebie i innych. Lubie to święto. Gdyby nie 1 listopada, pewnie nigdy bym nie odwiedził grobów.

    Dlaczego? Bo nikogo nie znam… Ale czy to prawdziwa odpowiedź na pytanie tego sam naprawdę nie wiem…

  4. emerencjanna Says:

    Widzę, że nie jestem sama… ;) Też nie lubię tej całej pustej otoczki i emocjonalnego masochizmu. Myślę, że gdyby nie presja rodzinna groby bliskich odwiedzałabym gdzieś latem i w samotności. I myślę, że nad swoim grobem nie chciałabym mieć takiej szopki…


Dodaj komentarz