Tym razem będzie krótko acz treściwie.
Wielcy muzycy w dzisiejszych czasach nie mają łatwo – większość rytmów, gatunków, solówek, riffów, efektów, instrumentów już zagrano/wynaleziono/użyto. Muszą więc szukać inspiracji na całym świecie co pociąga za sobą konieczność podróżowania i męczącego przebywania w pięciogwiazdkowych kurortach w najdalszych zakątkach naszego globu (jakież to wyniszczające dla organizmu…) więc po powrocie są zbyt zmęczeni żeby nagrać nowy materiał na płytę i muszą ponownie wyjechać – tym razem odpocząć w pięciogwiazdkowych kurortach w najdalszych zakątkach naszego globu, a dopiero po powrocie mogą poszukać nowej inspiracji i… tak parę lat, aż wytwórnia płytowa zerwie kontrakt
A ja chciałem zaprezentować wam przykład skąd zaczerpnąć inspiracji i jak ją zamienić w całkiem fajny kawałek – zresztą sami oceńcie.
Materiał wejściowy (ostrzegam że jest bardziej bezsensowny niż hardcore-owy koksu):
Materiał wyjściowy:
Jak widać i słychać inspiracja nie musi mieć sensu, aby powstał kawałek który da się posłuchać, a zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet mi się podoba.
Ale na tym nie koniec mojego wywodu…
Bo tak na prawdę inspiracja nie musi prowadzić artysty do stworzenia czegoś całkiem nowego – czasem wystarczy zinterpretować znany (lub też i mniej znany – nie ma tu reguły) utwór, ale w swój niepowtarzalny i oryginalny sposób. Poniżej zamieszczę kilka takich kawałków.
I na koniec dwie wisienki na torcie, dwie rodzynki, dwa białe kruki – piosenki które mimo, że są jedynie coverami mają na tyle odmienny charakter, że mogłyby się stać samodzielnymi hitami… mogłyby gdyby tylko jakaś stacja radiowa wychyliła się odrobinę poza popowy repertuar z polski i zagranicy – pomijam stacje rockowe które nie mają tylu słuchaczy i powoli same zaczynają zbaczać na kurs pop-rock-a…
Powiedzmy, że te pierwsze “covery” są zabawne, ale cały czas mają mocno drażniący mnie tekst, a jednak lubie słuchać piosenek dla tekstu również – ot taki dziwny jestem
Ale Santana i Cornell to rzeczywiście coś pięknego. Z coverów polecam jeszcze np. “Big in Japan” Guano Apes – całkiem fajna, sporo ostrzejsza wersja Alphaville.
Ja Cie pierdole, Daro zyje :O