Nienawidzę tego dnia…
dnia w którym tak ciężko mi spokojnie zasnąć… setki, tysiące wspomnień nagle ożywa w moim wyjątkowo w tym dniu popieprzonym umyśle… i nie sposób od nich uciec, a każde z nich pomimo początkowego przypływu radości – pozostawia po sobie smutek i pustkę.
Ludzie mówią, że czas leczy rany i faktycznie z tymi fizycznymi radzi sobie całkiem nieźle… Ale tej pierdolonej pustki gdzieś tam w środku nie ubywa ani po miesiącu, ani po roku, a po dziesięciu nawet jakby się powiększała…
I tak się właśnie dziś czuje – czuje potrzebę wypowiedzenia tysięcy słów, podzielenia się setkami wspomnień i wysłuchania dziesiątek historii… problem w tym… że nie ma już tego drugiego rozmówcy…
czas nie leczy żadnych ran – po prostu przynosi kolejne..