Szukaj

My blog, my reality…

"Nie poddawaj się rozpaczy. Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne."

Don’t look back in anger.

Jeżeli zadajesz sobie pytanie – czy ten świat może stać się lepszy? To zaliczasz się do nielicznych, którzy jeszcze się nad tym zastanawiają… A jeżeli wierzysz, że jest taka możliwość to prawdopodobnie będziesz odbierany za człowieka niespełna rozumu, niestety.

Kiedy ktoś pyta mnie czy wierzę – odpowiadam, że tak! Niestety hermetyczne (a może wręcz zaściankowe) myślenie, zakorzenione głęboko w naszym społeczeństwie – nadaje tylko jeden (prawilny) wydźwięk tej odpowiedzi. Przyzwyczaiłem się do tego, więc nie pozostawiam miejsca na wolną interpretację i zawsze tłumaczę, w co wierzę.

Wierzę w miłość, wierzę w przyjaźń, wierzę w dobro – wierzę, że jesteśmy w stanie zmienić oblicze naszego świata…

I choć brzmi to bardzo górnolotnie, to początki tej zmiany są bardzo prozaiczne – to nasze codzienne życie, w swój pozornie nieskomplikowany sposób oddziaływuje na innych. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego jak wielka drzemie w nas moc.

Moc którą jesteśmy w stanie kompletnie zmienić czyjś nastrój i to zaledwie w kilka sekund! Wyobraźcie sobie, że idąc ulicą, pogrążeni w codziennej szarości obowiązków – widzicie czyjś szczery, bezinteresowny uśmiech skierowany wprost do Ciebie… czy choć na chwilę nie poczujesz się wtedy lepiej, czy fragment Twojej duszy nie zapragnie odwzajemnić tego uśmiechu?

Niestety podobnie wygląda przypadek zupełnie odwrotny… kiedy ktoś bez większego sensu zirytuje nas swoim zachowaniem, wyładuje na nas swoją złość – którą z jakiegoś niewytłumaczalnego dla mnie powodu – chłoniemy niczym świeżo wyciśnięta gąbka.

A potem, kiedy uzbiera się w nas dość tej negatywnej energii – my również „podrzucamy” ją innym ludziom, często również zupełnie bez konkretnej przyczyny.

Niestety nie znam sposobu na na zatrzymanie tego wylewu złości, wydaje mi się wręcz, że jest to w pewnych okolicznościach, proces nieunikniony… Ale znam środek zapobiegawczy!

Nie wiedzieć czemu – mamy taką podświadomą zdolność do zapamiętywania przykrych, irytujących wspomnień. I dopóki wywołują one jedynie śmiech graniczący z zażenowaniem – jest to w pełni bezpieczne. Natomiast kiedy powracając do jakiegoś wydarzenia z przeszłości – czujemy przypływ złości, gniewu i adrenaliny… to niestety potrafi nam zepsuć nawet najlepszy nastrój.

Dlatego warto wyzbyć się z głowy, serca i duszy – tej zmagazynowanej nienawiści, tej pożywki dla naszej ciemnej strony. Nie pozostawiajmy w głowach otwartych konfliktów – jeżeli mamy taką możliwość, spróbujmy je zakończyć. Jeśli nie ma takiej opcji to szczelnie zamknijmy ten rozdział życia, pozbawiając go tła emocji – w końcu jeżeli coś się wydarzyło w przeszłości, do której już nie wrócisz – to nawet najmocniejsza emocja nic już w tym temacie nie zmieni.

Wierzę, że jeżeli będziemy w stanie stłumić ten pożar złości już w zarodku, w nas samych – to ten świat w swych tętnicach będzie niósł znacznie mniej złej energii, tworząc przestrzeń dla dobra – w końcu natura nie znosi próżni?

Stanę się zgorzkniały i stracę zaufanie do ludzi, bo zawiódł mnie jeden człowiek. Będę ział nienawiścią do tych, co odnaleźli swoje skarby, bo ja sam nie dotarłem do mojego. I zawsze będę dbał tylko o tę odrobinę, którą posiadam, bo jestem za maluczki by mieć cały świat.

Paulo Coelho

(ten prawdziwy)

 

Reklamy

Don’t let me drown.

Nie lubię tego dnia, tej atmosfery, tej przenikliwej, zimnej szarości jaka spowija ludzi dookoła…

Zanurzamy się we wspomnieniach, lecz w takich okolicznościach, przypominają one bardziej mokradło pokryte smolistym płynem, z każdym kolejnym krokiem zatapiamy się coraz głębiej, a chłód zaczyna przenikać przez skórę i ściskając serce uderza wprost w naszą duszę…

Jeżeli wykonamy o kilka ruchów za dużo to wynurzenie się ponad tę ciemną taflę smutku może się okazać ponad nasze siły. Dojmujący chłód wciąż osłabia nasze mięśnie i torpeduje moje ‚ja’. Zaczynasz się w końcu zastanawiać – skoro jestem aż tak bezsilny to może nie warto dalej walczyć? Zaczynasz bezwładnie opadać w kierunku dna, zamykasz oczy, nie słyszysz otoczenia – pogrążasz się w pustce…

W tym momencie nie poradzisz sobie sam, potrzebujesz pomocnej dłoni, która będzie na tyle silna i zdeterminowana, aby pomimo oporu Twojej wypełnionej smutkiem i bezsensem duszy – wyciągnąć Cię na powierzchnie, tak abyś mógł znów poczuć promienie ciepłego dobra na policzkach.

Tylko tyle i aż tyle.

Kiedyś to ja zostałem wyłowiony z tej otchłani, więc wiem, aż zbyt dobrze, jakie to uczucie. Jestem dozgonnie wdzięczny za tę bezinteresowną pomoc i za każdym razem kiedy to wspominam – uświadamiam sobie jak skończenie głupie było moje ówczesne przekonanie, że ‚ze wszystkim poradzę sobie sam’. Nie! Nie poradzisz sobie.

Musimy sobie uświadomić, że pomoc bywa nam potrzebna – ten fakt należy zaakceptować i w trudnych chwilach – nie wstydzić się o tę przysługę poprosić. Póki nie jest za późno.

Pamiętajmy więc o zmarłych, czcijmy ich pamięć – lecz nie zapominajmy o bliskich nam ludziach, tych którym możemy pomóc. Wesprzeć dobrym słowem, przytulić w trudnych chwilach i sprawić, aby na ich twarzy pojawił się uśmiech – bo to on rozświetla nawet najbardziej szary, listopadowy dzień.

Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.

Albert Einstein

I will leave the light on.

Człowiek jest ciekawym, acz wielce skomplikowanym tworem, który jakby tego było mało – nosi w sobie niepohamowaną pokusę do utrudniania swojego własnego bytu. Co oczywiście ma również wpływ na otaczające nas osoby.

Nie jestem najlepszym mówcą, znacznie lepiej radzę sobie w roli słuchacza. Zdecydowanie wolę również obserwować niż znajdować się w centrum uwagi.

Może właśnie te cechy determinują u mnie zdolność do dogłębnej analizy (również tej ‚auto’) – lecz z pewnością umiejętności ‚widzenia’ i ‚słuchania’ są powszechnie źle definiowane/interpretowane, co niesie za sobą pewne przykre konsekwencje.

Odnoszę wrażenie, że mamy tendencje do izolacji, do stawiania barier pomiędzy tym kim naprawdę jesteśmy, a ‚wizytówką’, którą wyrażamy sobą na zewnątrz. I to zarówno w przypadku ogólnie pojętego ‚zachowania’ jak i rozmowy. A kiedy skonfrontujemy to z faktami, że lubimy patrzeć, a niekoniecznie widzieć… przyjmować dźwięki, lecz ich nie słuchać… mówić, ale nie przekazywać pełnej informacji… To możemy się spodziewać wielu ‚niedopowiedzeń’, które ostatecznie prowadzą do wzajemnego braku zrozumienia – a wszystko to odbywa się przy pozornym wysiłku wspólnych ‚rozmów’.

Lecz jak tu się zrozumieć kiedy ja nie chcę Ci czegoś powiedzieć, a Ty nie chcesz mnie słuchać? A może obydwoje chcemy – jednak przez wiele tygodni, miesięcy, lat upośledziliśmy te umiejętności do takiego stopnia, że przestały działać?

Myślę, że warto się nad tym zastanowić zanim podejmiemy ważne decyzje odnośnie relacji z innymi ludźmi, bo czy powinno się ogłaszać wyrok na podstawie poszlakowych dowodów?

A wszystko to mówi człowiek, który sam był ‚mistrzem’ w niewyrażaniu całego siebie – jednak pewnego dnia zdałem sobie sprawę z tego jak ważna i satysfakcjonująca potrafi być szczera rozmowa – od razu zaznaczam, że nie musi dotyczyć przyjemnych kwestii!

Ciesze się, że są na tej planecie ludzie z którymi tak dobrze mi się rozmawia, w każdej formie – od wiadomości pisanej poprzez mema, gif-a, aż do ‚prawdziwej’ konwersacji, takiej w cztery oczy. I co najbardziej zaskakujące i zarazem ekscytujące – często są to osoby, które na mojej ścieżce życia pojawiły się całkiem niedawno. Pewnie nie zawsze mają świadomość jak ważna jest dla mnie ta pozornie banalna czynność, a często jest jedynym dostępnym lekarstwem na nieustannie nawracający stan ‚introwertyka’.

Dla mnie szczera rozmowa jest więc ważnym elementem życia, a dla Ciebie?

Gdybyśmy byli tak mądrzy, by wsłuchać się w ciszę! Lecz wciąż jesteśmy ludźmi i nie potrafimy nawet słuchać własnych rozmów.

 

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: